Dodano do koszyka

 

ZALOGUJ SIĘ





Nie masz jeszcze konta?

Aby robić u nas zakupy, musisz się zarejestrować i założyć konto klienta.


Załóż konto »

 

ISBN 978-83-65341-06-8
cena detaliczna: 29,90 zł
15 x 20 cm
oprawa twarda
124 str.
kategoria wiekowa 9+
dodaj do koszyka
29,90 zł   26,90 zł

Książka wszystkich rzeczy

tekst: Guus Kuijer
tłumaczenie: Jadwiga Jędryas

Najgłośniejsza książka laureata Astrid Lindgren Memorial Award – najbardziej prestiżowej nagrody w dziedzinie literatury dziecięcej. Wzruszająca opowieść o chłopcu, który widzi to, czego nie widzi nikt inny.


– Kim właściwie chciałbyś zostać?
– Szczęśliwym – odpowiedział Thomas. – Jak dorosnę, zostanę szczęśliwym.
Pani Van Amersfoort zaskoczona obróciła się do Thomasa. Popatrzyła na niego ze śmiechem i oznajmiła:
– To cholernie dobry pomysł. A wiesz, kiedy zaczyna się szczęście? Wtedy, kiedy człowiek przestaje się bać.


Thomas mieszka w Amsterdamie, gdzie w kanałach pływają rybki akwariowe, a wróble grają na trąbkach. A może to tylko on je widzi? Bo Thomas widzi rzeczy, których nie widzą inni. Ale nie ma łatwego życia. Bo widzi też, jak anioły zakrywają oczy, gdy tata bije mamę. Na szczęście spotyka dobrą czarownicę – panią Van Amersfoort, Elizę-o-skórzanej-nodze i... Jezusa, który od czasu do czasu przychodzi do niego pogawędzić.

Przejmująca opowieść... ekscentryczna, wzruszająca, magiczna.
„Sunday Times”

Cudowna.
„Observer”

Niezapomniana. Tak jak „Mały książę”, trafi do wszystkich, nie tylko dziecięcych serc.
„Independent”

Elektryzująca... Humor, inteligencja, dramatyzm i poetyckość czynią z niej książkę, do której można powracać w każdym wieku.
„Washington Post”

Obok Thomasa mieszkała starsza pani, o której wszystkie dzieci w sąsiedztwie wiedziały, że jest czarownicą. Mieszkała sama i nosiła czarne suknie, a siwe włosy zwijała w węzeł. Miała dwa czarne koty. Parę razy w tygodniu wychodziła na zakupy; w inne dni siedziała w domu, warząc swe czarodziejskie napary.
Ponieważ była czarownicą, szydzono z niej. Dzieci waliły w jej okna albo wrzucały obrzydliwe rzeczy do jej skrzynki na listy. Kiedy Eliza-o-skórzanej-nodze to widziała, wpadała w złość i poskrzypując, przeganiała łobuzów.
— Zostawcie ją w spokoju! — krzyczała. — Nie wiecie, że tak nie wolno?
Thomas zostawiał staruszkę w spokoju. Wiedział, że tak nie wolno. W Książce wszystkich rzeczy napisał: „W środę 5 września 1951 roku pani Van Amersfoort rzuciła urok na Tyłkogryza”.
A było to tak:
Od czasu do czasu na ulicę wypadał wielki czarny pies. Nikt nie wiedział, skąd przychodzi ani gdzie mieszka. Pojawiał się nagle. Wielki, wściekły i straszny. Wszystkie dzieci rozbiegały się z krzykiem do domów, ale Tyłkogryzowi zawsze udawało się dopaść jedno lub dwoje. Warcząc, ostrymi zębami gryzł je w pupę. A potem znikał. Gdzie? Nie wiadomo. Po prostu przepadał, a parę tygodni później znów się zjawiał.
Dnia 5 września pani Van Amersfoort, o której wszyscy wiedzieli, że jest czarownicą, targała ciężką siatkę do domu. Był ładny dzień. Na ulicy bawiło się wiele dzieci. Nagle zaczęły piszczeć, bo Tyłkogryz wbiegł na ulicę, szczerząc zęby.
Thomas puścił się biegiem do domu, ale po chwili wpadł na panią Van Amersfoort. Zatrzymał się cichutko tuż za jej plecami. Tyłkogryz szedł prosto na nich. Thomas zapobiegawczo zasłonił pośladki dłońmi.
— Ha! — krzyknęła surowo pani Van Amersfoort.
Wypuściła z ręki siatkę, która wylądowała na chodniku z głośnym plaśnięciem. Uniosła w górę dłonie, przez co zdawała się wyższa niż zwykle.
— Ha! — zawołała ponownie.
Zaskoczony Tyłkogryz stanął i spojrzał w kierunku jej wyciągniętych rąk.
Wtedy pani Van Amersfoort zaczęła szeptać jakieś słowa. Były to oczywiście magiczne zaklęcia, których Thomas nie rozumiał.
Tyłkogryz pisnął cicho i zawstydzony zamerdał ogonem.
Pani Van Amersfoort opuściła ramiona, ale wciąż mruczała coś pod nosem.
Tyłkogryz najpierw siadł na zadzie, potem się położył, a w końcu przewrócił się na grzbiet, unosząc cztery łapy w górę.
Pani Van Amersfoort przez jakiś czas w milczeniu przyglądała się psu, pozwalając mu tak leżeć.
Widział to tylko Thomas, ponieważ inne dzieci uciekły do domów.
— Grzeczny piesek — powiedziała wreszcie. — A teraz zmykaj do domu.
Tyłkogryz skoczył na równe nogi i podwinąwszy ogon pod siebie, chyłkiem przemknął ulicą.
Pani Van Amersfoort znów chwyciła swoją siatkę — tak ciężką, że ledwie dawało się ją unieść z ziemi.
Thomasowi dziwnie dzwoniło w uszach. Zapytał:
— Może pomóc pani zanieść torbę do domu?
Powiedział to, zanim pomyślał, i aż się tego wystraszył.
Pani Van Amersfoort, która przecież była czarownicą, spojrzała na niego z powagą.
Dzwonienie przeszło w muzykę, jakiej Thomas nigdy wcześniej nie słyszał — brzmiało w niej wiele skrzypiec. Serce waliło mu w piersi i miał głęboką nadzieję, że pani Van Amersfoort odpowie: „Nie”.
— Tak, proszę — odpowiedziała. — To miło z twojej strony.
Otworzyła kluczem drzwi wejściowe.
Muzyka ucichła, a Thomas chwycił za torbę, ale nie zdołał jej podnieść nawet na centymetr. Wydawała się napełniona kamieniami.
Pani Van Amersfoort tego nie dostrzegła.
— Dla ciebie nie jest ciężka — oceniła, wchodząc do środka. — Bo z ciebie już duży chłopak.
Ledwie to powiedziała, Thomasowi znów zaczęło dzwonić w uszach, a torba łaskawie pozwoliła się podnieść z chodnika. Nadal była ciężka, ale o wiele mniej niż na początku.
Pani Van Amersfoort zniknęła w ciemności sieni. W oddali zabłysło światło.
— Postaw siatkę tutaj — poleciła. Thomas dostrzegł ją przy zlewie w kuchni. — Masz ochotę na szklankę oranżady?
— Tak, proszę pani — odrzekł.
Serce nadal biło mu jak oszalałe, bo skoro pani Van Amersfoort była czarownicą, to jej kuchnia była kuchnią czarownicy.
Oranżada miała kolor czerwony niczym krew.
— Usiądź w pokoju, proszę — powiedziała pani Van Amersfoort. — Ja zaraz przyjdę.
Thomas wszedł do dużego pokoju i się rozejrzał. Szklanka z krwistoczerwoną oranżadą drżała w jego ręce. Pomyślał: „Nie zwracaj uwagi na bałagan”, bo tak zawsze mówiła mama, gdy przychodzili goście. U niego w domu nigdy nie było bałaganu, w przeciwieństwie do tego, co zastał tutaj. Krzesła, stoły i podłogę pokrywały stosy gazet, czasopism i książek. Wzdłuż ścian ciągnęły się regały wypełnione książkami, chaotycznie wciśniętymi na półki. W kącie pokoju stał potężny globus, na którym spał czarny kot. Na jednym z regałów była zaczepiona mapa, na której ktoś niedbale nakreślił jakieś strzałki. Pod sufitem wisiał jakiś duży ptak z rozpostartymi skrzydłami.
Teraz Thomas wiedział już na pewno: to dom czarownicy. Nie był tylko pewien, czy zły dom złej czarownicy. To miało się dopiero okazać.
— Już idę — zawołała pani Van Amersfoort z kuchni. — Może będziesz musiał zrobić sobie miejsce na krześle.
Thomas ostrożnie odstawił szklankę na niski stoliczek, pomiędzy album na zdjęcia i stos książek. Z krzesła o nogach wyrzeźbionych na kształt lwich łap zdjął stos gazet i usiadł. Spod szafy wyszedł czarny kot. Podszedł do Thomasa, miaucząc, z ogonem uniesionym w górę i wyprostowanym jak świeca. Otarł się o jego nogi. Kot na globusie obudził się i spojrzał na chłopca nieprzytomnym wzrokiem.
Pani Van Amersfoort weszła do pokoju.
— A dla mnie filiżanka kawy — oznajmiła.
Zdjęła rzeczy zalegające na jednym z krzeseł i również usiadła. Przyjrzała się Thomasowi z zadowoleniem.
— Cholernie się cieszę, że tu jesteś, wiesz? — wyznała.
Thomas wzdrygnął się na dźwięk słowa „cholernie”. Z kolegami przeklinał bez przerwy, w końcu chodził do szkółki biblijnej, ale po raz pierwszy słyszał, jak przeklął dorosły.
— Moje dzieci już dawno odeszły z domu, a mąż... — Pani Van Amersfoort upiła łyk kawy i spojrzała na Thomasa. — Och, ty tego nie wiesz — zreflektowała się. — Byłeś wtedy za mały. Mojego męża rozstrzelano.
Thomas westchnął:
— Oo!
Ale nie zrozumiał, co powiedziała.
— Rozstrzelany to znaczy zabity z broni palnej — wyjaśni-ła. — Działał w ruchu oporu, rozumiesz?
Thomas kiwnął głową:
— Ach tak.
W gardle i w brzuchu czuł ogromny smutek, taki sam jak wtedy, gdy ciągle na nowo, rok po roku, przybijano Pana Jezusa do krzyża. Zawsze się cieszył, gdy było już po wszystkim, a Pan Jezus — cały i zdrowy — powstawał z grobu.
— Nie musisz się smucić — pocieszyła go pani Van Amersfoort. Wstała i zbliżyła się do niebieskiego kuferka. — Popatrz, widziałeś już coś takiego?
Uniosła pokrywę.
Thomas potaknął. To był gramofon walizkowy.
— Coś ci puszczę — zapowiedziała.
Energicznie pokręciła korbką, po czym nastawiła płytę.
W pokoju rozległa się muzyka z bardzo, bardzo daleka. Muzyka, jakiej Thomas nigdy wcześniej nie słyszał — brzmiało w niej wiele skrzypiec. Smutek z gardła i z brzucha gdzieś się ulotnił. Thomas zamknął oczy i nagle w ciemności za powiekami ukazał się mu Pan Jezus. Thomas przestraszył się nie na żarty, ale nie otwierał oczu, bo był ciekawy, co Jezus ma mu do powiedzenia.
Jezus uśmiechnął się i rzekł:
— Nigdy więcej nie pozwolę się przybić do krzyża, koniec, kropka. Mam tego dosyć.
I zniknął, równie szybko, jak się pojawił.
To była dobra wiadomość, również dla pana Onsteina ze szkoły. Nie będzie już musiał opowiadać tej okropnej historii. Thomas poczuł się bezgranicznie szczęśliwy.
— Ładna muzyka, prawda? — szepnęła pani Van Amers-foort.
— Tak — przyznał Thomas.
Znowu zaczęło mu dzwonić w uszach. Globus z kotem i wszystko dookoła zaczęło się obracać. Gdy chciał o tym powiedzieć pani Van Amersfoort, zobaczył, że jej ciężkie krzesło wisi nad podłogą jak niska chmura. Jeszcze nim to spostrzegł, poczuł, że jego krzesło o nogach wyrzeźbionych na kształt lwich łap powoli się wzbija, jak gdyby unoszone silnymi rękami. Chciało mu się piszczeć z radości, ale na widok skupionej twarzy pani Van Amersfoort zrozumiał, że to normalne, że przy takiej muzyce krzesła się unoszą.
— Beethoven — cichym głosem objaśniła pani Van Amersfoort. — Kiedy tego słucham, to...
Nie skończyła zdania. Nie musiała, bo Thomas dobrze wiedział, co chciała powiedzieć, chociaż nie znajdował na to słów. Odpłynął myślami i zobaczył siebie lecącego ponad zielonymi łąkami i zamkiem, przed którym parkował rolls-royce. Przepiękna księżniczka machała do niego białą chusteczką. Miała skórzaną nogę, która skrzypiała przy chodzeniu, a ubrana była w sukienkę koloru nieba, z białym kołnierzykiem. Jej ojciec stał na tarasie i grał na skrzypcach, a matka słodko śpiewała.
Płyta się skończyła i wydała trzeszczący dźwięk. Thomas się otrząsnął. Stuk! Krzesła delikatnie opadły na dywan. „Czy pani Van Amersfoort zauważyła, że się wznosiłem?” — zastanawiał się Thomas. Nie wiedział i czekał, aż pani Van Amersfoort coś powie, ale ona milczała. Patrzyła przed siebie. Może myślała o swoim mężu, którego zabito z broni palnej.
Thomas upił łyk oranżady i się odezwał:
— Ale dużo ma pani książek. O czym one są?
— Wielkie nieba! — wykrzyknęła pani Van Amersfoort. — O czym są książki? O wszystkim, o czym zechcesz! Lubisz czytać?
Thomas skinął potakująco głową.
— Czekaj no! — zawołała i wstała. — Może znajdzie się tu coś dla ciebie. — Obróciła się w stronę regałów. — Kim właściwie chciałbyś zostać?
— Szczęśliwym — odpowiedział Thomas. — Jak dorosnę, zostanę szczęśliwym.
Pani Van Amersfoort miała sięgnąć na półkę po jakąś książkę, ale zaskoczona obróciła się do Thomasa. Popatrzyła na niego ze śmiechem i oznajmiła:
— To cholernie dobry pomysł. A wiesz, kiedy zaczyna się szczęście? Wtedy, kiedy człowiek przestaje się bać.
Wyciągnęła książkę.
— Masz — powiedziała.
Thomas poczuł, jak czerwienieje. Wpatrywał się w książkę na swoich kolanach. Nosiła tytuł Emil i detektywi.
— Dziękuję bardzo — wyjąkał.
— Opowiada o chłopcu, który nie chce się bać i walczy z niesprawiedliwością na świecie — wyjaśniła pani Van Amersfoort. — Możesz ją zatrzymać.
Dopiła kawę, a Thomas skończył oranżadę.
— Byłeś dzisiaj bardzo dzielny — pochwaliła. — Wszedłeś do mojego mieszkania, choć inne dzieci mówią, że jestem czarownicą.
Thomas nie śmiał na nią spojrzeć. Wiedziała o tym! Mówi mu to bez ogródek, prosto w twarz.
— Zresztą, mają rację — dokończyła. — Jestem czarownicą.
Zapadła cisza jak makiem zasiał. Taka, że przez ścianę Thomas usłyszał krzyk ojca i płacz mamy.
— Jejku — oprzytomniał. — Już po wpół do szóstej. Muszę iść do domu. — Skoczył na równe nogi, trzymając książkę w dłoni. — Do widzenia pani. I dziękuję.

Nominacja do nagrody w konkursie Dobre Strony 2013 organizowanym przez Miasto Wrocław oraz Bibliotekę Miejską we Wrocławiu podczas Targów Książki dla Dzieci i Młodzieży. 

Nagroda w plebiscycie Serca „Gagi” w kategorii „książka roku 2013”.

Mały Dong 2012 - nagroda jury dziecięcego w konkursie Polskiej Sekcji IBBY Dong 2012.

Wyróżnienie główne jury dorosłego w konkursie Polskiej Sekcji IBBY Dong 2012.

Nagroda drukarni Ozgraf 2012 w kategorii „książka z (za)wartością”. 

(ur. 1942)

Holenderski autor książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Laureat wielu prestiżowych nagród literackich, m. in. Deutsche Jugendliteraturpreis (dwukrotnie) i Gouden Griffel (czterokrotnie). W 2012 roku otrzymał najważniejszą światową nagrodę w dziedzinie literatury dziecięcej, przyznawaną za całokształt twórczości – Astrid Lindgren Memorial Award. Książka wszystkich rzeczy to pierwsza jego książka przetłumaczona na język polski.

29,90 zł   26,90 zł
dodaj do koszyka
24,90 zł   22,40 zł
dodaj do koszyka
32,00 zł   28,80 zł
dodaj do koszyka
24,90 zł   22,40 zł
dodaj do koszyka