Dodano do koszyka

 

Zostało jeszcze aby otrzymać notes gratis!

Zostało jeszcze aby otrzymać wszystkie cztery notesy gratis!

Gratulacje! Otrzymasz gratis cztery nasze notesy!

ZALOGUJ SIĘ





Nie masz jeszcze konta?

Aby robić u nas zakupy, musisz się zarejestrować i założyć konto klienta.


Załóż konto »
ISBN 978-83-8150-046-3
13 x 18 cm
oprawa twarda
132 str.
kategoria wiekowa 8+
dodaj do koszyka
32 zł   22,40 zł

Brune

ilustracje: Øyvind Torseter
tłumaczenie: Milena Skoczko
Pierwsza część cyklu o młodocianych superbohaterach, którzy niejedno potrafią zmalować.

Za dnia Rune ma dużo zmartwień – niedawno zmarł jego dziadek, dokuczają mu wredne chłopaki z sąsiedztwa… Ale wieczorami chłopiec zmienia się w nieustraszonego superbohatera Brunego. Pod osłoną nocy wykrada się z domu uzbrojony w pędzle i farbę i… Nie zdziwcie się, jeśli rower jakiegoś łobuza rano będzie brązowy!

Wkrótce do Brunego dołączają przyjaciele: ubrany na czarno Svartle i niebieska mścicielka Blåse. Czy razem zdołają pokonać zło?

Dowcipna i wzruszająca opowieść o żałobie, przyjaźni, odwadze i słusznej zemście, wydana w 30 krajach świata i obsypana nagrodami literackimi w Norwegii i na całym świecie:
nominacja do Deutscher Jugendliteraturpreis (2017)
nagroda Luchs des Jahres przyznawana przez Radio Bremen i dziennik „Die Zeit” (2016)
holenderski Srebrny Rysik (2015)
nagroda literacka Rady Nordyckiej w kategorii książki dziecięcej (2014)
nagroda norweskiego ministerstwa kultury dla najlepszej książki dziecięcej (2013)
nagroda Trollkrittet przyznawana przez stowarzyszenie norweskich autorów książek dla dzieci i młodzieży (2013)
nominacja do nagrody literackiej Brage (2013)
miejsce na liście 10 najlepszych książek wybranych przez nauczycieli publikowanej przez „China Education Newspaper” (2015).

W tej książce znajdziecie i trzymającą w napięciu akcję, i świetne dialogi, i magię. Bohaterowie mają mnóstwo uroku, proste, ale wyraziste ilustracje skrzą się dowcipem. Czarująca opowieść o dorastaniu, superbohaterach i walce o przetrwanie.
„Dagbladet”

Ujmująca książka o trójce superbohaterów uzbrojonych w wiadra z farbą. Piękne rysunki Øyvinda Torsetera pozwalają zrozumieć, jak to jest być małym człowiekiem w dorosłym świecie, ale też pokazują, ile ciepła ma w sobie dziecięca przyjaźń. Polecamy gorąco!
„Aftenposten”



1

 

Kiedy zmarł dziadek, Rune musiał spędzić u ciotki Ranveig cały dzień, bo mama i tata byli w szpitalu. W domu ciotki pachniało pasztetem. Wszędzie stały małe szklane figurki: na telewizorze, na półkach; nawet w ubikacji stał szklany renifer. W salonie od rana do wieczora cicho grało radio.

Na obiad była ryba. Rune długo siedział przy stole i wpatrywał się w górę brązowej cebuli na talerzu. Widelec ciążył mu w dłoni.

– Musisz coś zjeść – powiedziała ciotka. – Nie lubisz czarniaka?

– Lubię żelki – odparł Rune.

Późnym wieczorem przyjechał tata i odebrał go od ciotki. I wtedy mu o tym powiedział. Że dziadek nie żyje.

– Okej – mruknął Rune i włożył kurtkę.

Wyszedł z domu i wsiadł do samochodu. Siedział i skubał nalepkę na desce rozdzielczej. Tata zjawił się chwilę później. Usiadł za kierownicą, wsunął kluczyk do stacyjki, ale go nie przekręcił.

– Wszystko w porządku? – spytał.

– Jasne – przytaknął Rune, wpatrując się w biały ślad po naklejce.

Tata uruchomił silnik i pojechali do domu.

 

 

2

 

Następnego dnia Rune znowu wylądował u ciotki Ranveig. Mama i tata musieli wrócić do szpitala.

– Po co? – spytał Rune.

– Musimy się zająć praktycznymi sprawami – odparła mama.

Rune skinął głową, jakby wiedział, co to są „praktyczne sprawy”. Gdy wyprowadzili się z miasta, mama powiedziała, że życie na wsi jest praktyczniejsze. Wtedy Rune sądził, że „praktyczniej” oznacza, że będzie częściej widywał dziadka, ale teraz zrozumiał, że się mylił.

Gdy wchodzili po schodach, ciotka Ranveig stała w drzwiach. Minął ją i zdjął buty.

– Cześć, Rune! – zawołała i poklepała go po głowie. – Jak miło, że dzisiaj również chciałeś mnie odwiedzić!

– Tak, uważam, że tak jest praktycznie – mruknął.

Usiadł na kanapie. Przed nim na stole stały trzy szklane pingwiny. Ciotka wyszła do kuchni. Włączyła jakieś urządzenie, które okropnie hałasowało. Rune poszedł popatrzeć. Ciotka mieliła mięso w elektrycznej maszynce. Po chwili ją wyłączyła.

– Dzisiaj na obiad będą kotlety mielone! – zawołała i uśmiechnęła się, odsłaniając krzywe zęby.

 

Rune słyszał, jak ciotka pobrzękuje półmiskami i szklankami. Chwilę później przywołała go do siebie.

– Mógłbyś przynieść butelkę soku z piwnicy?

– Jasne – odpowiedział.

Otworzył drzwi do piwnicy. Pachniało w niej tak, jak pachnie worek z dawno zapomnianym strojem na WF. Włączył światło i zszedł po schodach. Ściany wyglądały jak ręcznik upstrzony czarnymi kropkami. Podszedł do jednej z nich i nacisnął bąbel w białej łuszczącej się farbie. Farba odpadła. Zdjął z najwyższej półki butelkę soku. W powietrze wzbiły się białe kłaczki kurzu. Rune zakaszlał. Odwrócił się i ruszył w stronę schodów. Pod nimi stały trzy duże wiadra z farbą. Pochylił się. Farba była brązowa. Później, gdy siedzieli przy stole i jedli obiad, spytał:

– Czy mógłbym dostać tę farbę, którą trzymasz pod schodami?

Ciotka Ranveig przeżuwała duży kawałek mielonego. Spojrzała na Runego, nie przestając żuć.

– Po co ci ta farba? – spytała po krótkiej chwili.

– Do malowania – wyjaśnił.

– Dla dzieci lepsze są akwarele – odpowiedziała.

– Ale ja chcę pomalować nią domek, który buduję z moim przyjacielem Atlem – wyjaśnił.

Ciotka Ranveig długo patrzyła na Runego. Potem skinęła głową.

– A więc masz przyjaciela?

– Tak. Ma na imię Atle. Budujemy razem domek.

– No tak, do tego farby wodne się nie nadają.

– Nie.

– Oczywiście, dam ci tę farbę, jeśli twój tata się na to zgodzi – powiedziała po namyśle ciotka.

 

Rune stał w oknie i patrzył, jak mama i tata podjeżdżają pod dom. Zszedł do piwnicy i przeniósł trzy wiadra z farbą pod tylne drzwi, za którymi stał samochód rodziców. Otworzył drzwi, podszedł z pierwszym wiadrem do auta i włożył je do bagażnika, potem szybko przeniósł dwa pozostałe i zamknął bagażnik najciszej, jak potrafił. Gdy wrócił, ciotka Ranveig rozmawiała z tatą w salonie.

– Tu jesteś – powiedział tata. – Wszystko w porządku?

– Jasne – mruknął Rune.

– Byłeś grzeczny? – spytała mama.

Tata wyciągnął rękę, jakby chciał mu coś dać. Rune spojrzał na nią.

– Byliśmy w domu dziadka, żeby trochę posprzątać, i pomyśleliśmy, że chciałbyś to dostać.

Tata otworzył dłoń. To był zegarek na łańcuszku. Rune go pamiętał. Wziął go. Zegarek ogrzał się w jego ręce.

– Nie chodzi – zauważył Rune.

– Wystarczy go nakręcić – powiedział tata i odwrócił się do ciotki.

Rune obrócił pokrętłem na górze, ale zegarek nie zaczął tykać. Wskazówki stały nieruchomo.

 

 

3

 

Skrzynka pocztowa Atlego wisiała krzywo. Chłopiec mieszkał w pokoju na poddaszu, więc musieli wdrapać się tam po drabinie. Z okna było widać wieżę kościoła. Zza wielkiego szarosrebrnego rusztowania, które ustawiono, by wyremontować dach, wystawał tylko jej czubek.

– W poniedziałek zmarł mój dziadek – powiedział Rune.

– Aha – mruknął Atle. – Mój wujek zmarł wysoko w górach. Wpadł do szczeliny w lodowcu i nie udało się go wyciągnąć. Teraz jest w lodzie. Zamarznięty na kość. Tata mówi, że kiedy lód stopnieje, wujek ożyje.

– Tak się nie da – sprzeciwił się Rune.

– Da się. Spytaj mojego tatę.

– Nawet jeśli, to będzie nieźle skołowany, kiedy się obudzi – stwierdził Rune.

Siedział i skubał model samolotu.

– Tak przy okazji, dostałem mnóstwo farby na nasz domek – oznajmił. – Brązowej.

– Okej – powiedział Atle. – Mój kuzyn pracuje w fabryce farb i może mi dać tyle farby, ile zechcę.

Rune pociągnął za kółko samolotu. Odpadło.

– Zniszczyłeś samolot?

– Nie. Przecież to się da naprawić.

– Musisz za to zapłacić.

– Nie wystarczy przykleić z powrotem? – spytał Rune.

– Klej kosztuje – odpowiedział Atle.

Rune odłożył samolot.

– Pomalujemy domek?

– Może jutro. Teraz muszę iść z mamą na spotkanie.

– Jakie spotkanie?

– Nie wiem. Ale mama mówi, że muszę z nią iść.

 

Rune przeszedł przez ogródki i wyszedł na ścieżkę, która biegła skrajem lasu. Pod lasem, tam gdzie zbudowali z Atlem domek, leżały trzy rowery. Rune spojrzał w stronę domku i zobaczył trzech dużych chłopaków. Rozpoznał ich. To byli Anton, synalek pastora i Ruben z Drammen. Zawsze trzymali się razem.

Teraz kopali w deski. Synalek pastora trząsł drewnianą konstrukcją. Domek chwiał się na boki. Rune zatrzymał się na ścieżce i zawołał:

– Nie niszczcie naszego domku!

Chłopacy znieruchomieli i spojrzeli na niego.

– Co powiedziałeś, kurduplu? – spytał Ruben z Drammen.

– Nie niszczcie tego domku – powtórzył Rune. – Jest nasz.

– Jest na nim twoje imię? – spytał synalek pastora.

– Nie, ale ten domek jest nasz.

– Teraz już nasz – powiedział Anton ze śmiechem. – Potrzebujemy tych desek.

Rune spojrzał na rowery, a potem przeniósł wzrok z powrotem na chłopaków.

– Czy na rowerach są wasze imiona? – spytał.

Chłopacy zamilkli. Rune czuł, że drżą mu ręce. Zacisnął je mocno, żeby tego nie zauważyli.

– Potrzebny mi rower. Jeśli nie ma na nich waszych imion, zabiorę sobie któryś.

Zaczął ciągnąć jeden z rowerów. Tamci zostawili domek i rzucili się w stronę Runego.

– Chcesz oberwać?! – zawołał synalek pastora.

Rune rzucił rower i zaczął biec. Wskoczył w żywopłot otaczający dom Åse, koleżanki z klasy, i przecisnął się między powykrzywianymi gałęziami. Słyszał, że tamci go doganiają, więc przebiegł przez ogród, pokonał schody i zadzwonił do drzwi. Anton wbiegł za nim i chwycił go za ramię. Wtedy drzwi się otworzyły i w progu stanęła mama Åse. Anton puścił Runego i zszedł do ogrodu.

– Witaj, Rune – powiedziała mama Åse i uśmiechnęła się. Ramiona miała okryte niebieskim szalem. – Przyszedłeś odwiedzić Åse?

Rune wszedł do przedpokoju. Zamknął za sobą drzwi i wyjrzał przez okno. Chłopacy stali na drodze.

– Åse! – zawołała mama w stronę schodów prowadzących na piętro. – Masz gościa! – Odwróciła się. – Zaraz zejdzie – powiedziała i wróciła do salonu.

Åse zeszła po schodach i spojrzała na Runego, jakby zamiast deseru ktoś postawił przed nią talerz zupy mlecznej.

– Gonił mnie synalek pastora – wyjaśnił Rune.

– Wejdź – powiedziała.

Poszli do kuchni. Przez okno zobaczyli chłopaków. Wrócili po rowery i teraz jeździli tam i z powrotem przed domem Åse.

– Nie wiem, czy kiedykolwiek dostanę się do domu – westchnął Rune.

– Chodźmy na górę, do mojego pokoju, a oni niech sobie tam jeżdżą i się nudzą.

W pokoju Åse pachniało lakierem do włosów. Na ścianach wisiały plakaty z końmi.

– Lubisz konie? – spytał Rune.

– Nie, właściwie to nie. Moja siostra nie chciała już tych plakatów i uznała, że zainteresuję się końmi, jeśli będę na nie patrzeć.

– Podziałało?

– Sama nie wiem. Poczekam jeszcze miesiąc.

– W poniedziałek zmarł mój dziadek – oznajmił Rune.

– O, to głupio – powiedziała Åse. – W zeszłym roku zmarła moja babcia, ale nie była miła, więc się nie zmartwiłam. A ty się zmartwiłeś?

– Nie, ale dziadek był bardzo miły.

– W takim razie nie rozumiem, dlaczego się nie zmartwiłeś.

– Dlaczego twoja babcia nie była miła?

– Kiedy szłyśmy z mamą ją odwiedzić, nie pozwalała nam wchodzić do swojego domu. Musiałyśmy siedzieć na schodach. A kiedy ona przyjeżdżała do nas, musiałyśmy dygać i nie mogłyśmy mówić „Co?”, tylko „Czy mogłabyś powtórzyć?”, i nie wolno nam było bawić się w salonie, bo za bardzo hałasowałyśmy. Kiedyś na Boże Narodzenie dostałyśmy od niej książkę o dobrych manierach. A raz moja siostra zapomniała położyć sobie serwetę na kolanach, kiedy jedliśmy obiad. Za karę nie dostała nic do jedzenia i musiała wcześniej iść spać. Babcia była stuknięta.

– A twoja mama nigdy nic na to nie powiedziała?

– Myślę, że nie miała odwagi, bo babcia była stuknięta.

– Mój dziadek nie był stuknięty.

– I dlatego nie rozumiem, dlaczego się nie zmartwiłeś – powtórzyła Åse.

 

Gdy wychodził, chłopaków już nie było. Åse stała na schodach i machała mu na pożegnanie. Runemu wydawało się, że słyszy za sobą szmer opon, więc zaczął biec.

Gdy wszedł do domu, mama i tata siedzieli w kuchni. Na stole stały garnki. Rune spojrzał na talerze i zorientował się, że rodzice już zjedli.

– Gdzie byłeś? – spytała mama.

– U Atlego – powiedział Rune.

– Dzwoniłam do niego, ale ciebie tam nie było.

– Musiałem się ukryć przed takimi trzema.

– Ukryć się? Masz kłopoty? Nie chcę, żebyś pakował się w kłopoty. Jesteśmy tutaj nowi. Niedobrze jest wdawać się w awantury, i to na samym początku.

– Przecież mieszkamy tu już pół roku – zauważył tata.

– To nie była moja wina – bronił się Rune. – Oni chcieli zniszczyć domek, który zbudowaliśmy z Atlem.

– Rozumiem – powiedziała mama. – Ale, tak czy inaczej, niedobrze jest wdawać się w awantury.

Rune już nic nie powiedział, tylko wziął sobie ziemniaka. Trzymał go w jednej ręce, a drugą ściągał nożem miękką skórkę. Mama wstała, włożyła swój talerz do zlewu i wyszła z kuchni. Tata przyglądał się synowi.

– Wszystko w porządku? – spytał.

– Jasne – mruknął Rune.

(ur. 1974)

Norweski poeta i autor książek dla dzieci. Zadebiutował w 2008 roku tomem wierszy „Avstanden mellom hus”, w 2011 opublikował kolejny – „Grevlingvariasjonene”. Jego pierwsza książka dla dzieci, wydany w 2013 roku Brune, przyniosła mu między innymi nagrodę Trollkrittet, nagrodę Rady Nordyckiej, nagrodę norweskiego ministerstwa kultury, holenderski Srebrny Rysik, niemiecką nagrodę Luchs des Jahres i nominację do Deutscher Jugendliteraturpreis. 
(ur. 1972)

Norweski pisarz i ilustrator. Uczył się w Merkantilt Institutt i Skolen for Grafisk Design w Oslo oraz w Kent Institute of Art and Design w Maidstone. Wydał dziesięć własnych książek, zilustrował kilkanaście innych. Jest laureatem licznych nagród, w tym nagrody Nordic Council, którą w 2014 roku przyniosły mu ilustracje do Brunego.
29,90 zł   22,40 zł
dodaj do koszyka
29,00 zł   26,10 zł
dodaj do koszyka
34,90 zł   22,40 zł
dodaj do koszyka
29,90 zł   22,40 zł
dodaj do koszyka