Dodano do koszyka

 

ZALOGUJ SIĘ





Nie masz jeszcze konta?

Aby robić u nas zakupy, musisz się zarejestrować i założyć konto klienta.


Załóż konto »

 

ISBN 978-83-8150-056-2
cena detaliczna: 34,90 zł
15 x 18,50 cm
oprawa twarda
264 str.
kategoria wiekowa 7+
zapowiedź

Zaczarowane baletki

ilustracje: Ruth Gervis
tłumaczenie: Ewa Fiszer

Seria: Mistrzowie Światowej Ilustracji
Premiera: wrzesień 2019

Klasyczna powieść o siostrzeństwie, balecie i poszukiwaniu własnej drogi  – pierwsze polskie wydanie z oryginalnymi ilustracjami!


Londyn, lata 30. XX wieku. Pewnego dnia profesor Brown, ekscentryczny kolekcjoner skamielin, przywozi z podróży niemowlę cudem ocalałe z katastrofy morskiej i oddaje je pod opiekę swojej wnuczce. Rok później pojawia się w domu z następną dziewczynką – córką Rosjan, którzy uciekli z kraju przed rewolucjonistami i wkrótce potem zmarli. Trzecią, osieroconą przez ojca Pusię, przysyła przez posłańca – a potem wyrusza w kolejną długą podróż.

Mijają lata, dzieci rosną, profesor nie wraca. Wkrótce staje się jasne, że dziewczynki będą musiały pomóc w utrzymaniu domu. Szansą na zdobycie zawodu jest szkoła baletowa. 

Ale szybko okazuje się, że świat tańca nie jest sprawiedliwy, a niektóre dziewczynki od baletu wolą samochody i samoloty. Jak przybrane siostry poradzą sobie z wyzwaniami, które niosą ze sobą szkoła, scena i życie?

 

„Zaczarowane baletki” doczekały się licznych wznowień i przekładów, a także ekranizacji (w jednej z głównych ról wystąpiła Emma Watson).

 

Paulinka wyprostowała się i złożyła ręce.

— My, tu obecne trzy siostry Fosyl — zaczęła z kościelnym zaśpiewem — przysięgamy i ślubujemy zrobić wszystko, żeby nasze nazwisko weszło do historii, bo to jest tylko nasze nazwisko i nikt nie powie, że zawdzięczamy je jakimś dziadkom.

Dała znak Pietrownie, która prędko chwyciła rękę Pusi i podniosła ją w górę.

— Ślubujemy — powiedziała tak niskim głosem, że zabrzmiało to bardzo uroczyście. Potem szepnęła do Pusi: — Ty też powiedz „ślubujemy”.

— Ślubujemy. — Pusia starała się wypowiedzieć to słowo tym samym tonem, ale jej to nie wyszło, zabrzmiało jak miauczenie kota.





Seria Mistrzowie Światowej Ilustracji prezentuje klasykę literatury dziecięcej z ilustracjami najwybitniejszych twórców zagranicznych. Wydajemy w niej zarówno książki już w Polsce znane, ale niepublikowane dotąd z oryginalnymi ilustracjami, jak i pierwsze polskie wydania światowych hitów.



Paulince, Pietrownie i Pusi żyło się w pokoju dziecinnym tak jak wszystkim dzieciom, które pokój dziecinny posiadają. Brakowało im tylko zabawek, bo nie miały przecież żadnych krewnych, a zabawki przynoszą zwykle właśnie krewni. No i nosiły kolejno te same sukienki, w banku bowiem pozostało niewiele pieniędzy, a nikt nie wiedział, kiedy wróci Dziam.

– Nianiu, to chyba nie jest w porządku – powiedziała kiedyś Sylwia. – Pusia nigdy nie ma nowej sukienki, Pietrowna rzadko, a za to Paulinka cały czas.

– Co robić! – Niania z dumą spojrzała na Paulinkę. – Tak dzieje się w wielu pokojach dziecinnych, nawet w najlepszych domach. No i chwała Bogu, że to Paulinka jest najstarsza. Na niej każda sukienka wygląda trzy razy lepiej.

Była to prawda. Paulinka po ukończeniu pięciu lat stała się prawdziwą pięknością. Długie, gęste, jasne, niemal białe loki, wielkie błękitne oczy, różana cera. Jednakże w cichości ducha Sylwia wolała Pietrownę. Pietrowna wyglądała bardziej interesująco. Była może zbyt blada i zbyt chuda, ale miała bystre, głęboko osadzone piwne oczy, a włosy jak skrzydła kruka. Pusia w wieku lat dwu zadziwiła wszystkich, bo nagle okazało się, że jest płomiennie ruda.

– Dawniej nie lubiłam takich czerwonych włosów – powiedziała kiedyś Niania, okręcając wokół palca pukiel włosów Pusi. – Jak byłam mała, podrapał mnie rudy kot. Ale muszę przyznać, że jak się takie włosy dobrze pielęgnuje, to jest na co spojrzeć.

Kiedy dzieci zaczęły mówić, powstał problem, jak się mają zwracać do Sylwii. Niania nie pozwoliła im mówić do Sylwii po imieniu.

– Nie, panienko, nie uchodzi. Mogą mówić „panno Sylwio” albo, jeśli panienka woli, „kuzynko Sylwio”, czy wreszcie „ciociu”. Ale „Sylwio” byłoby niegrzecznie i nikt tak nie będzie mówił w moim pokoju dziecinnym.

– Nianiu, niech Niania pozwoli – błagała Sylwia. – Nie jestem ich ciotką ani kuzynką, a zresztą nie cierpię obu tych słów.

– A kim jesteś? – spytała Paulina.

– Waszą opiekunką, kochanie. – Sylwia wzięła małą na kolana. – Powiedz, jak chcesz do mnie mówić?

– Piekunką… – powtórzyła Paulina. – Jesteś piekunką?

– Bardzo dobrze, Paulinko – pochwaliła Niania. – Tak, śmiało możesz mówić do panny Brown „opiekunko”.

Oczywiście nikt jednak nie nazywał Sylwii opiekunką; było to zbyt długie i mało przyjazne słowo. Skończyło się na kompromisie i opiekunkę skrócono do Kunki.

Paulinka obchodziła urodziny w grudniu. Kiedy kończyła sześć lat, Niania któregoś wieczoru, po położeniu dzieci spać, przyszła do Sylwii na naradę.

– Najwyższy czas, żeby Paulinka zaczęła się uczyć. Pietrownie też nauka nie zaszkodzi, ta mała jest sprytna jak małpka. Ja nie mogę ich uczyć, bo z Pusi jeszcze maleństwo, więc albo zajmie się tym panienka, albo trzeba je oddać do szkoły.

– Ja? – przeraziła się Sylwia. – Nie potrafię. Zawsze miałam kłopoty z arytmetyką. Poślemy je do szkoły.

No i Paulinkę wraz z Pietrowną posłano do pobliskiej szkoły, która nazywała się Szkoła imienia Cromwella. Musiały nosić zielone płaszczyki, zielone mundurki i zielone berety, na których wyhaftowane były litery S.C. Obie dziewczynki rozpierała duma.

– Kunko – spytała Pietrowna, gdy włożyła szkolny strój – prawda, że nie przyszłoby Kunce na myśl, że ja dopiero w sierpniu skończę pięć lat?

– Owszem, wyglądasz jak smarkata. – Paulinka zadarła do góry nos. – Po mnie od razu widać, że od miesiąca mam sześć.

Już pierwszego dnia w szkole wyszło na jaw, że dziewczynki nie mają nazwiska. Kiedy Sylwia poszła po nie o dwunastej, uczepiły się jej rąk.

– Kunko, jak ja się właściwie nazywam? – spytała Paulinka. – W szkole mówią do mnie Brown, ale powiedziałam im, że wcale się tak nie nazywam, bo przecież Niania stale powtarza, że nie jesteśmy Kunki krewnymi.

– Kochanie, to ja zapisałam was do szkoły pod nazwiskiem Brown. Nic innego nie przyszło mi do głowy.

– To nie jest nasze nazwisko – protestowała Paulinka.

Pietrowna pociągnęła Kunkę za rękę, by zwrócić na siebie jej uwagę.

– Kunko, jak Dziam przysłał nam naszyjniki, to napisał „panny Fosylia”.

– No, właśnie – zgodziła się Paulina. – „Fosylia” to może trochę za długo, ale jakbyśmy to skróciły do „Fosyl”, miałybyśmy własne nazwisko. Ja będę się nazywała Paulina Fosyl, a ty – zwróciła się do Pietrowny – Pietrowna Fosyl. Ale… – nagle zamilkła.

– Co ci się stało? – spytała Sylwia.

Paulinka spojrzała na Pietrownę.

– Czy my rzeczywiście chcemy, żeby Pusia też nazywała się Fosyl?

– Nie – odpowiedziała stanowczo Pietrowna.

– Ależ dlaczego? – roześmiała się Sylwia. – Oczywiście, jeżeli chcecie, możecie przybrać nazwisko Fosyl, ale chyba powinnyście się tak nazywać wszystkie trzy.

– Ale ja i Paulinka już jesteśmy w szkole, a Pusia to maluch.

– I wcale nie wiadomo, czy będziemy chciały, żeby się nazywała tak jak my, gdy dorośnie – tłumaczyła Paulinka.

Dajcie spokój – stanowczo zaprotestowała Sylwia. – Pusia jest kochanym dzieckiem. No, lećcie na górę i dowiedzcie się, co na to powie Niania… No i Pusia – dodała po namyśle.

Pusia bawiła się w pokoju dziecinnym, popychając drewnianego konika na kółkach. Paulinka i Pietrowna wpadły do pokoju i zawołały chórem:

– Pusiu, chcesz się nazywać Fosyl?

– Chcem – odpowiedziała Pusia, która nie miała pojęcia, o co ją pytają.

– Jak ją chcecie nazwać? – zaniepokoiła się Niania.

Dziewczynki obie naraz zaczęły jej to wyjaśniać, więc Niania nieprędko zrozumiała, o co chodzi.

– Fosylia, hm. – Niania wydęła wargi. – Dziwne. Czy pan profesor nie nazywał tak owych brudnych kamieni, które zewsząd zwoził do domu?

– Tak. Ale nas też nazwał fosyliami – zawołała bardzo podniecona Paulinka.

– Ano, nazwał. Więc chcecie przyjąć nazwisko Fosyl. Dziwne, bo dziwne, ale w końcu każde nazwisko dobre.

Pietrowna oparła się o kolana siedzącej Niani.

– Więc właśnie spytałyśmy Pusi, czy także chce się tak nazywać. Ale ona jest jeszcze taka niemądra, że na wszystko odpowiada „tak”.

Niania spojrzała na nie ze zdziwieniem.

– Jeśli wy dwie będziecie się nazywać Fosyl, to jasne, że tak samo musi się nazywać Pusia. W moim pokoju dziecinnym nie będzie dwóch różnych nazwisk. Trzy P. Fosyl. No, przynajmniej nie będzie kłopotu z monogramami.

(1895–1986)

Brytyjska aktorka i pisarka, autorka wielu książek dla dzieci i dorosłych, wyróżniona prestiżowym Carnegie Medal (1938) i Orderem Imperium Brytyjskiego (1983). Zanim zaczęła pisać, ukończyła Akademię Sztuki Dramatycznej w Londynie i przez dziesięć lat pracowała jako zawodowa aktorka. Zaczarowane baletki to jej pierwsza książka.

(1894–1988)

Brytyjska rysowniczka, malarka i rzeźbiarka. Ilustrowała między innymi książki Pauli Harris, Mary Treadgold, Kitty Barne i Enid Blynton. Kiedy wydawca Streatfeild zaproponował jej zilustrowanie Zaczarowanych baletek, nie wiedział, że Ruth jest starszą siostrą autorki.
32,00 zł   28,80 zł
dodaj do koszyka
39,90 zł   35,90 zł
dodaj do koszyka
32,00 zł   28,80 zł
dodaj do koszyka
32,00 zł   28,80 zł
dodaj do koszyka
32,00 zł   28,80 zł
dodaj do koszyka
nakład wyczerpany
29,90 zł   18,00 zł
dodaj do koszyka