Dodano do koszyka

 

ZALOGUJ SIĘ





Nie masz jeszcze konta?

Aby robić u nas zakupy, musisz się zarejestrować i założyć konto klienta.


Załóż konto »
ISBN 978-83-8150-013-5
cena detaliczna: 34 zł
15 x 20 cm
oprawa miękka ze skrzydełkami
304 str.
kategoria wiekowa 12+
dodaj do koszyka
34 zł   30,60 zł

My dwie, my trzy, my cztery

tekst: Sarah Crossan
tłumaczenie: Małgorzata Glasenapp

Poruszająca opowieść o tęsknocie i stracie, o miłości i przebaczeniu – i o tym, jak poezja może nas zmienić.


Apple ma 13 lat. Mieszka z babcią w niewielkim angielskim mieście. 11 lat wcześniej jej mama odeszła bez słowa i od tamtej pory nie dawała znaku życia. Apple kocha babcię, ale czasem ma dość jej ciągłego strofowania, gadania o śmierci i obciachu przy codziennym odbieraniu ze szkoły. I tak bardzo tęskni za mamą…

Pewnego dnia mama niespodziewanie wraca. Apple jest taka szczęśliwa. Z nią może porozmawiać o wszystkim, urwać się ze szkoły, pójść na zakupy, wyskoczyć do restauracji… Ale wkrótce okazuje się, że babcia miała rację, mówiąc „Apple, uważaj, czego sobie życzysz”.

 

 

Przejmująca książka o dorastaniu do  miłości i odpowiedzialności – i o tym, że poezja może mówić prawdę.
„Sunday Times Book of the Week”
 
Piękna opowieść o sile miłości i wybaczenia. Śmieszy i wyciska łzy.
„The Bookbag”
 
Czy potrafilibyście na nowo pokochać matkę, która was opuściła i przez 11 lat się nie odzywała?
„My dwie, my trzy, my cztery” to powieść inna niż większość książek dla młodzieży. Nie ma w niej seksu ani przemocy, wątek miłosny pojawia się dopiero pod koniec – a jednak wzrusza i trzyma w napięciu.
„The Guardian”





Kiedy Reks już się załatwił, wpuszczam go do kuchni i zamykam drzwi. Siadam na schodkach. Są strasznie zimne. W powietrzu wisi lodowata mgła.

— Dostaniesz wilka — odzywa się nieznany głos. Podnoszę głowę, ale jest za ciemno, żeby coś zobaczyć. Wstaję przestraszona i dostrzegam chłopaka stojącego przy płocie od strony sąsiadów. — Wilk to paskudna sprawa. Chociaż, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co to takiego.

— Dlaczego jesteś w moim ogródku? — pytam.

— Bo z tobą rozmawiam — mówi on. — W tym płocie jest wielka dziura. Ktoś powinien się tym zająć.

— Wiem, że jest dziura, ale jak na razie nikt nie robił sobie z niej furtki.

Wyszłam, żeby posiedzieć sama. Nie mam ochoty na towarzystwo.

— To teren prywatny — dodaję.

— Święta racja. Niech ktoś zadzwoni po policję! — woła chłopak.

Przeskakuje rabatki i idzie przez ogródek. Ma na sobie sweter z wielką żabą z przodu i zielone kalosze, o parę numerów za duże. Na policzkach i na czole jest czymś wysmarowany, wygląda to jak wojenny kamuflaż.

— Szykujesz się do bitwy? — pytam.

— Coś w tym rodzaju. Ojciec zapomniał zrobić zakupy. Będziemy jeść makaron i landrynki na świąteczną kolację. Mama się wściekła, więc wyszedłem się przyczaić, dopóki jej nie przejdzie.

Rzeczywiście, jakiś miesiąc temu nowa rodzina wprowadziła się do sąsiedniego domu. Stał pusty od tak dawna, że myślałam, że już tak zostanie i zamieszkają w nim pająki, myszy i bezdomni.

— O ile się orientuję, w waszym domu straszy — mówię. Jestem wredna, sama nie wiem dlaczego.

— No. Straszy dniami i nocami. Co wieczór słychać szepty duchów. Ale w porządku, przynajmniej nikt się nie włamie. Spoglądam na księżyc.

— A ty czemu tutaj siedzisz? Nie powinnaś zajadać się czekoladkami?

— Wprawdzie to nie twój interes, ale ojciec i macocha powiedzieli mi właśnie, że będą mieli dziecko, a babcia chce, żebym udawała, że się cieszę. Więc jeżeli możesz zostawić mnie w spokoju, żebym sobie tu posiedziała w depresji, to będę wdzięczna.

— Ojej. Dzieci są strasznie nudne. Nie wiem, czemu ludzie tak się nimi zachwycają.

Wzruszam ramionami i przez kuchenne okno spoglądam w głąb salonu, gdzie Trish śmieje się i klaszcze w ręce.

— Lepiej już pójdę — mówię.

— Spoko — odpowiada chłopak i zaczyna iść w stronę swojego domu. — Jak masz na imię?

— Apple — mówię z wahaniem w głosie.

— Apple? Jak jabłko? Owoc jabłoni?

Mrugam zaskoczona. Zazwyczaj kiedy mówię, jak mam na imię, dzieciaki od razu mówią coś o zgniłych jabłkach albo ogryzkach, albo iPhone’ach.

Apple to nie jest chyba prawdziwe imię. Naprawdę nazywam się Apollinia Apostolopoulou, ale nikt nie potrafi tego wymówić. Dlatego od razu mówię, że jestem Apple. Z nazwiskiem Apostolopoulou nie mogę nic zrobić i często zastanawiam się, dlaczego Mama dała mi nazwisko po Tacie. Nie byli już parą, kiedy się urodziłam. I nie wydaje mi się, żeby go kochała. Ale poszła na całość i dała mi też greckie imię. Musiała mieć jakiś powód. Zapytam ją o to, jak wróci.

Chciałabym, żeby Mama tu była. Chciałabym, żeby nigdy mnie nie zostawiała.

— Moje prawdziwe imię to Apollinia — odpowiadam. — Ale wszyscy mówią na mnie Apple.

— Fajnie. Jasne. Miło było cię poznać, Apple. Ja jestem Del — przedstawia się chłopak. Przeskakuje przez krasnala, tego ze złamaną wędką. — Aha, wesołych świąt.

Przechodzi przez dziurę w płocie i znika.

— Wesołych świąt — mówię cicho, chociaż te święta wcale nie są

nie są wesołe.

Drzwi za moimi plecami otwierają się.

— Co tam robisz? — pyta Baba.

— Nic.

— Chcesz się nabawić zapalenia płuc i umrzeć? Chodź do domu.

— Nie mam nic przeciwko umieraniu — odpowiadam.

Baba cmoka z dezaprobatą.

— Nie mów głupstw.

— Babciu, czy Mama się odezwała? Może pisała do ciebie? — pytam, skubiąc paznokcie.

— Przecież bym ci powiedziała. Nie, nie pisała. Nie odzywa się od roku, Apple. Wiesz dobrze.

— Czy tak trudno wysłać kartkę z życzeniami? — mówię. Mogłaby przynajmniej udawać, że o nas pamięta. Dać nam trochę nadziei.

— Nie martw się tym. Są święta. I dobre nowiny. Będziesz miała młodszego brata albo siostrę, Apple, tak jak zawsze chciałaś. Chodź do środka, zjemy wiśnie w czekoladzie.

— Kupiłaś wiśnie w czekoladzie?

— No jasne — mówi Baba. Przez chwilę jakby chce mnie przytulić, ale tego nie robi. Kiwa tylko głową i wciąga mnie do domu. — Dobra dziewczynka. Zamknij porządnie drzwi. Strasznie zimno na dworze.

(ur. 1981)

Irlandzka autorka książek dla dzieci i młodzieży. Z wykształcenia filozofka, literaturoznawczyni i nauczycielka. Przed rozpoczęciem kariery pisarskiej przez kilka lat uczyła angielskiego w jednej z podnowojorskich szkół. Ma w dorobku osiem tytułów. W 2015 roku nakładem Wydawnictwa Dwie Siostry ukazał się jej debiut – napisana wierszem Kasieńka. W tym samym roku powieść My dwie, my trzy, my cztery została nominowana do  Carnegie Medal.

29,90 zł   26,90 zł
dodaj do koszyka
34,00 zł   30,60 zł
dodaj do koszyka
34,90 zł   31,40 zł
dodaj do koszyka
32,00 zł   28,80 zł
dodaj do koszyka
29,90 zł   26,90 zł
dodaj do koszyka