Klub Literacki LITERA, 29 grudnia 2010
Magdalena Żerek
O wartości samych tekstów Fredry, Konopnickiej i Jachowicza nie trzeba nikogo przekonywać. Kilka pokoleń wielbicieli tych wierszyków, ich uniwersalizm, humor i przesłanie, które ze sobą niosą, są z pewnością najlepszym potwierdzeniem ich ważności w polskiej literaturze. Od wielu lat zachwycają, bawią, uczą i stają się bronią zwalczającą międzypokoleniowe podziały.
Dzięki nowej szacie graficznej prezentowane tu utwory, mogą zainteresować także dzieci żyjące w czasach współczesnych, doskonale wpisują się one bowiem w estetykę dzisiejszej rzeczywistości. Ilustracje Katarzyny Boguckiej nie są realistyczne i dosłowne. Niosą ze sobą wiele znaczeń, pełne są niedomówień, stając się pretekstem do poszukiwania ukrytych sensów. Co zaś szczególnie istotne, oddają humor i niebanalność ilustrowanego tekstu.

Clubmamy.pl, 10 grudnia 2010
Dziecięcy edytor Dwie Siostry postanowił skorzystać z dawnego, sprawdzonego pomysłu i opublikować kieszonkowe wydania klasyki literatury, ale w nowoczesnej szacie graficznej. Ukazały się 4 tomiki w kieszonkowym formacie i twardej oprawie: "Chory Kotek", "Stefek Burczymucha", "Małpa w kąpieli" oraz "Paweł i Gaweł". Ilustracje do wszystkich książeczek wykonała Katarzyna Bogucka. Trzeba przyznać, że prace młodej graficzki świetnie uwspółcześniły Fredrę czy Konopnicką. Doskonała kompozycja ilustracji, kontrastowa, ale niebanalna kolorystyka i odważnie zaprojektowane postaci nadały całości niemal designerskiego sznytu. Bogucka, gdy wymagała tego sytuacja, pozmieniała także realia. I tak Paweł i Gaweł to w jej interpretacji wylansowani faceci mieszkający w bloku z wielkiej płyty. Książeczki będą dla dzieci ciekawą, estetyczną przygodą.

teleranek.tvp.pl
Dorota Koman
Kończąc czytać tę książkę, czujemy się głupio, że jesteśmy... ludźmi. Bowiem my - ludzie bardzo kiepsko wypadamy w oczach Pelikana - tytułowego bohatera powieści Leeny Krohn. Pelikana, który marzył, by stać się człowiekiem. Który nauczył się chodzić w eleganckich garniturach (i wtedy dorośli widzieli w nim człowieka, dostrzegając tylko to, co powierzchowne, pozorne), nauczył się mówić wyszukanym językiem, słuchać muzyki, czytać, a nawet... płakać. Pelikana, który tak bardzo chciał stać się człowiekiem, że opuścił swoją rodznę i przeniósł się do miasta... w którym był równie samotny, jak główny bohater książki - Emil.
Czy tylko samotność i poczucie obcości połączyły Emila z Pelikanem? Marzenia Pelikana bardzo szybko ustąpiły miejsca zdziwieniu, rozczarowaniu, a w końcu (po przeczytaniu gazety!) przerażeniu, ile złego może zrobić człowiek. Oczywiście są również ludzie dobrzy i wrażliwi - tacy jak Emil. Ale to ich właśnie szczególnie dotykają bolesne strony życia. Leene Krohn bez ogródek opisuje cierpienie chłopca, który - po rozwodzie rodziców i przeprowadzce do obcego miasta - musi nauczyć się żyć na nowo. Który spojrzy z innej, już znacznie bardziej dojrzałej perspektywy na swoją mamę - zmęczoną, zapracowaną, zniechęconą. Który będzie musiał pojąć, że jego stary dom zmienił się raz na zawsze. To piękna książka o dorastaniu do problemów. I o wartości przyjaźni (nie zawsze łatwej...). Ale to również książka o nadziei, bowiem na szczęście dzieci potrafią widzieć w Pelikanie pelikana i odróżniać, gdzie jest dobro, gdzie zło. To książka o tym, jak bardzo ważne jest, by BYĆ DOBRYM.
Pięknie napisana - bardzo poetycka (i nie mówię tylko o piosenkach, które pisze Pelikan, ale o języku opowieści), a jednocześnie skrząca się dowcipem (czasem wręcz czarnym humorem), przeplatana śmiesznymi scenkami - czyta się znakomicie. I równie świetnie wygląda, zilustrowna przez Manuela Blązquez. To znakomita lektura do powolnego delektowania się w czasie nadchodzących wakacji - więc czy macie lat 10, czy 15 (czy więcej, ale została w Was "Emilowa" wrażliwość) - zapakujcie ją do plecaka. A obiecuję, że po przeczytaniu jej przyjrzycie się na nowo nie tylko ptakom, ale i ludziom wokół Was.

Portal Katedra - Literatura, 5/2009
http://www.katedra.nast.pl
Tymoteusz "Shadowmage" Wronka
"Pelikan" jest opowieścią prostą i z pozoru niewyszukaną, ale przyglądając mu się bliżej, można dostrzec dużą mądrość. Nie sądzę, by młody czytelnik wyłapał ją za pierwszym razem (być może jednak nie doceniam dzieci), ale niewykluczone, że opowieść Krohn zostanie w nim gdzieś głęboko i po pewnym czasie wyda owoce. W każdym razie na pewno jest to idealna książka do akcji "Cała Polska czyta dzieciom". Pozycja, przy której zarówno dzieci, jak i dorośli będą się dobrze bawić - choć z różnych powodów.

Ryms - 04/2009
Maria Borzęcka
Niełatwo odpowiedzieć na pytanie, o czym jest książka fińskiej autorki Leeny Krohn "Pelikan", która ukazała się w wydawnictwie Dwie Siostry w 2008 roku. To opowieść: o mieście, o przyjaźni, o smutku egzystencjalnym, o dojrzewaniu, o samotności, o obcości, o człowieku z ptasiej perspektywy.
Można by wyliczyć jeszcze wiele wątków i każda odpowiedź byłaby prawdziwa.(...)
Opowieść Leeny Krohn można postawić gdzieś w szeregu książek zwanych klasyką, takich jak "Mały Książę" czy "Momo" Michaela Ende, które nie tylko mają interesującą fabułę, ale też z powagą traktują tematy filozoficzno-egzystencjalne. I podobnie jak z tamtych utworów, również z Pelikana można cytować garściami myśli, które mają tendencję do usamodzielniania się (...)
To książka oryginalna i mądra. Wielopłaszczyznowość narracji, splot wątków i refleksji dodaje Pelikanowi tajemniczości i głębi.

Życie Warszawy, 16 grudnia 2010
Jolanta Gajda-Zadworna
"Powidoki" opowiadają o współczesnej sztuce w sposób nieoczekiwany. Zdecydowanie nie wprost. Budując zajmującą historyjkę, pokazują, że działanie plastyczne może, czy wręcz powinno, wywołać przeróżne interpretacje. Dzięki temu jest inspirujące.

Dzieci Poznań (www.dziecipoznan.pl), 17 grudnia 2010
Natalia Minge
Książka naprawdę przybliża sztukę nowoczesną, sprawia, że staje się ona nie tylko dla dzieci, ale także dla rodziców, zrozumiała i czytelna. Uczy otwierać umysł na własne odczucia i przemyślenia przez nią wywołane. Jest to seria, jakiej dotąd na rynku wydawniczym nie było i z pewnością wypełnia ona pewną lukę. (...)
Seria, której początkiem są "Powidoki" jest czymś bezprecedensowym. Jest to pozycja całkowicie wyjątkowa i warta jest tego, by znaleźć się na półce każdego dziecka, po to, by i ono mogło nawiązać osobiste relacje ze sztuką. Lektura książki sprawia, że wyprawa do galerii może stać się dla dziecka przygodą zamiast nudy.

Klub Literacki LITERA, 30 grudnia 2010
Magdalena Żerek
O korespondencji sztuk mówi się od czasów najdawniejszych. (...
) Docenić powinniśmy wszelkie próby łączenia ze sobą różnych dziedzin sztuki i w przypadku wspomnianej tu książki, udało się tego dokonać w sposób wprost mistrzowski. (...) Trzeba było nie lada wysiłku, by wykreować taki świat i takie postaci, które mogą pojawić się w głowie oglądającego "Powidok słońca" i do tego wszystko musiało być zrozumiałe i interesujące dla młodego, bo przynajmniej sześcioletniego, czytelnika. Co więcej, dzięki temu tekstowi przekonacie się, w jak różny sposób każdy z nas może odbierać ten sam obraz. Myślę też, że praca Strzemińskiego jest tego typu dziełem, które doskonale przydaje się w edukacji plastycznej dzieci, gdyż działa stymulująco na ich fantazję.
Dopełnieniem tekstu staje się praca Oli Cieślak, która pozwoliła ponieść się swojej wyobraźni, co zaowocowało niekonwencjonalnymi i zabawnymi ilustracjami. Istota promiennego świata została tu oddana w sposób najtrafniejszy z możliwych. (...)
"Powidoki" są bardzo wartościową książką, stającą się zachętą do zabawy z różnymi dziedzinami sztuki, zabawy przede wszystkim wzbogacającej młodych ludzi. Pokażmy swoim dzieciom, że dzieła malarzy nie muszą być interesujące tylko dla dorosłych koneserów sztuki, że mogą stać się inspiracją do własnych poszukiwań.

Przystań-Literacka.pl, 22 stycznia 2011
Katarzyna Zarecka
Wracając jednak do sedna sprawy - wydawnictwowypuściło na rynek serię "Mały Koneser", którą mają tworzyć opowiadaniadla dzieci inspirowane obrazami wybitnych malarzy (Dürer, van Gogh, Magritte,Picasso, Arcimboldo, Monet, Nowosielski, Makowski, Wróblewski, Mehoffer, Gierymski - nazwiska z pewnością nie są obce dorosłym; jak się okazuje, od tejchwili mają być rozpoznawalne również wśród dzieci; niewiarygodne...). Serię zwiastują "Powidoki", czyli opowiadanie Tiny Oziewicz zainspirowanesłynnym obrazem Władysława Strzemińskiego "Powidok słońca". "Powidoki" to nowatorskie przedsięwzięcie. Najważniejsze, że udane. Książka skierowane do dzieci powyżej siódmego rokużycia powinna spodobać się czytelnikom. Dobry tekst, świetne wyjaśnienia trudniejszych wyrazów (co ciekawe nie odrywają od lektury, a wręcz przeciwnie - rozbudowują ją, wzbudzają większą ciekawość), przystępny tekst o Władysławie Strzemińskim ("Mógłby być Twoim pradziadkiem") i efekcie powidoków. Proste, łatwe do odwzorowania przez młodych zapaleńców literatury i... malarstwailustracje. A wszystko dobrze wydane. Idealne do rozbudzenia wyobraźni. Zachęcające do tworzenia własnych opowieści. Uczące, że każdy patrząc na danymotyw, może odebrać go na swój indywidualny sposób. Malarstwo i literatura - trudne? Tak. Jednak podane w odpowiednisposób, a z pewnością do takiego należy zaliczyć serię "Mały Koneser", staje się daniem nie tylko lekkostrawnym, ale i smacznym.

Qulturka. pl, 24 stycznia 2011
Agata Hołubowska
Gdy zamknę oczy, widzę... Pewnie od tejdziecięcej zabawy wziął swój początek nurt w malarstwie zwany unizmem,wymyślony przez Władysława Strzemińskiego - nieżyjącego artystę, patronałódzkiej ASP. Badał, jak ludzkie oko reaguje na światło i kolory. Długo się wcoś wpatrywał, a potem zamykał oczy. Na płótno przenosił obrazy, którepowstawały pod powiekami. (...)
Jeden z jego obrazów z kolei stał się inspiracją dla Tiny Oziewicz do napisania niezwykłej i zabawnej książki, w której wielka sztuka spotyka się z codziennością, a zjawiska fizyczne, ba! nawet astronomiczne, ze zwyczajnymi studenckimi lękami. Jestem wielbicielką opowieści Tiny Oziewicz i żywię nadzieję, że dwie dotychczas wydane książki to nie kres jej twórczości. Za każdym razem zaskakuje, więc pewnie jeszcze nie raz to uczyni. Jeśli jedno spojrzenie na obraz wystarczyło, by skreślić tak piękną i zgrabną historię, to, szczerze mówiąc, aż się boję, bo mogłoby to oznaczać, że autorka inspirację znajdzie zawsze iwszędzie.
Ilustracje stworzyła młoda, ale już doceniona ilustratorka i autorka własnych książek, Ola Cieślak. Jej promienie, przedstawione jako istoty ludzkie, są jak iskry: roztańczone, giętkie, uśmiechnięte. Jest ich dużo i zazwyczaj współgrająz tłem obrazów Strzemińskiego. Przyznaję, że chwilę zajęło mi przyzwyczajenie wzroku do oglądania takich kolaży, ale potem... w pełni je przyjęłam, zaakceptowałam i polubiłam. Ta książka to uczta dla oka i ucha. Bardzo przyjemnej lektury życzę!

Blog wielokropek.com, 3 kwietnia 2011
Marta
Uwielbiam serię "Mistrzowie Ilustracji" wydawnictwa Dwie Siostry. Są to książki, które można kupować w ciemno, na zapas, z sentymentu i z rozsądku. Ich lektura sprawia przyjemność rodzicom i dzieciom, a one same pięknie się prezentują na półce. (...) Wnioski z lektury tego uroczego reprintu z 1962 roku: absurdalne poczucie humoru się nie starzeje, a dobra ilustracja będzie zawsze wyglądała "na czasie". (...)

Magazyn Familia, czerwiec 2011
(...) pierwsze wydanie (książki) ukazało się w... 1962 roku, ale gdy czytamy przezabawne wierszyki, aż trudno uwierzyć, że powstały pół wieku temu! (...) Warto przeczytać dzieciom tę książeczkę, która przeniesie rodziców w czasy ich dzieciństwa, a pociechom pozwoli, dzięki wnikliwym obserwacjom autora, inaczej spojrzeć na rzeczywistość.

Blog poza rozkładem. Pociąg do czytania, 6 września 2011
(...) mały (i smakowity!) tomik wydany przez Dwie Siostry (...) warto wziąć go do ręki - cudny, przyjazny dłoni format, mięsisty, stylowo "przyblakły", doskonały papier, a przede wszystkim - finezja Antoniego Marianowicza, zabawa słowem i niuansami języka, zderzaniem sensu i bezsensu. A do tego ilustracje Janusza Stannego. To lubię!
(...) Bo język jest giętki (jak mawiał poeta). A purnonsensowy dowcip, wywracanie słów "na drugą stronę", szczypta absurdalnej poezji bliskie jest chyba dziecięcemu doświadczaniu słowa.
Lubię Marianowicza za finezję, za pokazywanie dzieciom, że język nie jest ponurym zbiorem norm i reguł, gramatyki i ortografii, to żywa materia, z której ulepić można co tylko się zechce. Oby się tylko chciało.

Blog czartogromski.wordpress.com, 21 lutego 2011
(...) odnalazła się książka, która przepadła na ponad pół wieku! Ostatnie wydanie (pierwsze i jedyne chyba) było w 1962 r. Wierzyś się nie chce, że o czymś tak wspaniałym mogliśmy zupeśnie zapomnieć. Też o niej zapomniałem, choć ongiś na pewno była w domu. I na pewno została zaczytana, jak wiele innych. "Raz czterej mędrcy..." Antoniego Marianowicza z genialnymi ilustracjami Janusza Stannego w tych dniach się ukazuje, za co chwała wielka Dwóm Siostrom. (...)

Rzeczpospolita, 24 lutego 2011
Kolejna z serii "Mistrzowie Ilustracji". Kolejny hit bez wątpienia. "Raz czterej mędrcy..." - reprint książki Antoniego Marianowicza i Janusza Stannego - mistrzostwo zarówno pod względem słowa jak i ilustracji. (...) Można w zimowy wieczór lub poranek chcieć czegoś więcej? Albo w drodze do Koluszek?

Portal dziecipoznan.pl, 1 marca 2011
Natalia Minge
Książka zawiera kilkanaście wierszyków autorstwa Antoniego Marianowicza, którego na próżno szukać wśród najpopularniejszych autorów wierszy dla dzieci. Po zapoznaniu się z jego twórczością zawartą w niniejszym tomiku, aż trudno w to uwierzyć. Wierszyki są przezabawne, a przy tym ogromnie inteligentne.

Portal Clubmamy.pl, marzec 2011
Sebastian Frąckiewicz
W książce "Raz czterej mędrcy..." mamy do czynienia z subtelnym i inteligentnym dowcipem, który dziś jest praktycznie na wymarciu. (...) Choć publikacja ma blisko 50 lat, w ogóle się nie zestarzała. Polskie projektowanie dla najmłodszych zatoczyło właśnie koło, a graficzna oszczędność Stannego, ulotność kreski i skrajny minimalizm są dziś w modzie.
Można by też rzecz ująć inaczej - pewne rozwiązania są po prostu ponadczasowe. Estetyka Stannego zostawia dzieciakom ogromne pole dla ich własnej wyobraźni. Na wielu stronach, choćby tam, gdzie artysta łączy rysunek z szarą akwarelą przedstawiony przez niego świat wygląda tak, jakby właśnie rodził się na naszych oczach, wyłaniał się z mgły, albo w niej znikał. Podobnie wyrobionej wrażliwości, ale na płaszczyźnie języka wymagają rymowane fraszki Antoniego Marianowicza. Historie o "Dziwnym Panu", muszce, które jechała do Koluszek czy wrednym psiaku Kruczku to wspaniałe słowne gry. Sporo tu niedopowiedzeń, zabawnych surrealistycznych scenek, a także sympatycznego droczenia się z małym czytelnikiem, który będzie musiał trochę pogłówkować i uważnie śledzić tekst. (...) Kremowy, a nie biały papier, przygaszone (celowo rzecz jasna) kolory. Wszystko zachowuje klimat pierwszej edycji. Tak to powinno wyglądać.

Przekrój, 5/2009
Marcin Sendecki
"Robale, czyli co nas zżera" Nicoli Davies to kurs parazytologii (nauki o pasożytach) dla najmłodszych. Książeczka jest dowcipna, sugestywnie ilustrowana i - co zaświadcza uczony konsultant - przynosi rzetelną wiedzę o wszach, wszołach, glistach i innych przyjemniaczkach oraz o biologicznych mechanizmach z pasożytnictwem związanych.

Polityka, 18 marca 2009
Agnieszka Wolny-Hamkało
Co nas zżera? Zazdrość - mógłby ktoś powiedzieć. Ale najbardziej dosłownie - zżerają nas robale. I to jeszcze za życia. Żeby się o tym przekonać, wystarczy wziąć do rąk nową książkę Nicoli Davies. Jej pierwsza rzecz, "Kupa", wywołała w Polsce dyskusję na temat kondycji książki dziecięcej.
Ten nietypowy przewodnik zyskał w niektórych kręgach status książki kultowej. Szanse na zdobycie nie mniejszej rzeszy wyznawców mają także "Robale", fascynujący przegląd pasożytów dnia codziennego. (...) Podobnie jak "Kupa" - "Robale" są książką dowcipną, w przystępny sposób sprzedającą cenną wiedzę o naszych najbliższych sąsiadach. Zabawne rysunki Neala Laytona i dialogi w dymkach wypogadzają ten pozornie tylko ponury mikrokosmos. - Martwy naskórek i łój! Delicje! - zachwyca się roztocz żyjący na ludzkich włosach. Chociaż zapewne myśl, że jesteśmy jadalni, nie jest specjalnie przyjemna, to może teraz zaczniemy się w tej nowej sytuacji jakoś rozsądniej odnajdywać. Choćby na poziomie języka - zastanowimy się następnym razem, miotając epitetami: ty gnido, pijawko, ty wszawa miernoto! Obiadowi nie wypada aż tak się unosić.

Klub Literacki LITERA, 29 grudnia 2010
Magdalena Żerek
O wartości samych tekstów Fredry, Konopnickiej i Jachowicza nie trzeba nikogo przekonywać. Kilka pokoleń wielbicieli tych wierszyków, ich uniwersalizm, humor i przesłanie, które ze sobą niosą, są z pewnością najlepszym potwierdzeniem ich ważności w polskiej literaturze. Od wielu lat zachwycają, bawią, uczą i stają się bronią zwalczającą międzypokoleniowe podziały.
Dzięki nowej szacie graficznej prezentowane tu utwory, mogą zainteresować także dzieci żyjące w czasach współczesnych, doskonale wpisują się one bowiem w estetykę dzisiejszej rzeczywistości. Ilustracje Katarzyny Boguckiej nie są realistyczne i dosłowne. Niosą ze sobą wiele znaczeń, pełne są niedomówień, stając się pretekstem do poszukiwania ukrytych sensów. Co zaś szczególnie istotne, oddają humor i niebanalność ilustrowanego tekstu.

Clubmamy.pl, 10 grudnia 2010
Dziecięcy edytor Dwie Siostry postanowił skorzystać z dawnego, sprawdzonego pomysłu i opublikować kieszonkowe wydania klasyki literatury, ale w nowoczesnej szacie graficznej. Ukazały się 4 tomiki w kieszonkowym formacie i twardej oprawie: "Chory Kotek", "Stefek Burczymucha", "Małpa w kąpieli" oraz "Paweł i Gaweł". Ilustracje do wszystkich książeczek wykonała Katarzyna Bogucka. Trzeba przyznać, że prace młodej graficzki świetnie uwspółcześniły Fredrę czy Konopnicką. Doskonała kompozycja ilustracji, kontrastowa, ale niebanalna kolorystyka i odważnie zaprojektowane postaci nadały całości niemal designerskiego sznytu. Bogucka, gdy wymagała tego sytuacja, pozmieniała także realia. I tak Paweł i Gaweł to w jej interpretacji wylansowani faceci mieszkający w bloku z wielkiej płyty. Książeczki będą dla dzieci ciekawą, estetyczną przygodą.

Jolanta Gajda-Zadworna
Świat jest dziwny dzięki niegrzecznym grafikom
Tomy złożone "po bożemu" wciąż są przez czytelników pożądane. Rośnie im jednak konkurencja. Książki graficzne - chwalone przez krytyków i nagradzane na konkursach - oswajają rynek. "Świat jest dziwny" - przekonuje Grażka Lange - graficzka, ilustratorka i edytorka, która od kilku lat zostawia mocny, wyrazisty ślad w wydawanych u nas książkach. Jej pomysły są chwalone i wyróżniane, ona sama nie ustaje w poszukiwaniach. Ostatnio wydała zaskakującą "kolorowankę", z niepokornymi rysunkami, którym bliżej do japońskiej kaligrafii (chociaż pociągniętej jakby niedbale grubym pędzlem zamiast piórkiem) niż do odbijanych mechanicznie szablonów.
Lange należy do rosnącej stale grupy grafików, którzy krok po kroku, a raczej książka po książce, zmieniają polskim czytelnikom plastyczną optykę. Odciągają ich uwagę od napływającej do księgarń, wraz z przedrukami, kiczowatej estetyki.

Nasączanie skorupki
Graficy, których obecność coraz częściej widać w zabawach z czcionką i układem tekstu na stronie (traktują druk jak plastyczne tworzywo) - tworzą głównie dla najmłodszych. Nie tylko z powodu porzekadła: "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci". Książka dziecięca wciąż daje plastykom i edytorom największą swobodę. I to ona zwykle jest nagradzana na konkursach.
Niepokorni graficy tworzą projekty prowokujące czytelników. Wymagające od nich skupienia uwagi nie tylko na treści, ale i formie tekstu. Czasami - jak w wydanej przez malutką oficynę Dwie Siostry książce "Świat jest dziwny", działające jak performance, wymuszające plastyczny współudział odbiorcy.
Młody czytelnik musi wysilić wyobraźnię. Dopowiedzieć prowadzoną z kartki na kartkę historię, a potem domalować, dolepić, a czasami i zakleić fragmenty nonszalanckiej graficznej ilustracji. Aż czasami szkoda zabierać się za ten akt "niszczenia". Maźnięte tuszem zamaszyste figury dziwacznych zwierząt albo oszczędne, ikonograficzne znaki, rzucone niedbale na kartkę, z powodzeniem mogłyby wypełnić ściany małej galerii lub klubu.

Monika Janusz-Lorkowska
Jak pachnie świat niewidzącej dziewczynki
Dla wujka Ryśka, filozofa, każdy dzień inaczej wygląda. Jak, tego kilkuletnia Konstancja nie wie, bo od urodzenia jest niewidoma. Za to dla niej każdy dzień inaczej pachnie.
Sobota - szarlotką i babcią Florą, niedziela - kawą mamy, wtorek - rybą flądrą, a czwartek papkowym ryżem serwowanym w szkole na obiad. Choć Konstancja nie zna kolorów, ilustracje Ewy Stiasny są w tej książce czarne, to narracja poprowadzona jest tu niezwykle barwnie i zabawnie.
"Książkę zainspirowała dziewczynka spotkana w pociągu jadącym z Warszawy do Gdańska, która w mojej głowie, a potem w moim opowiadaniu stała się Konstancją - opowiada autorka Olga Masiuk. - Nie wiem, jak miała na imię, bo nie odważyłam się o to zapytać. Tak naprawdę to w ogóle się nie odezwałam podczas tej podróży, którą odbywałyśmy wspólnie, a jednocześnie osobno. Dziewczynka była niedowidząca. Słuchałam jej opowieści i historyjek. Mówiła intrygującym i bogatym językiem, zupełnie jakby słowami wypełniała obrazy, których nie mogła zobaczyć w pełni".
W książce Masiuk Konstancja opowiada o codziennych zdarzeniach, o swoich najbliższych i ludziach z ich otoczenia. Marzy, by pedałować na rowerze i czuć wiatr na policzkach. Jej optymizm i entuzjazm wyrażany raz po raz wykrzyknikami i słowami "bardzo lubię" jest zaraźliwy. Polecamy.

Kultura Liberalna, 7/2009
http://kulturaliberalna.pl
Artur Celiński
Osiem różnych opowiadań - osiem różnych historii. Dużo w nich miłości, ważnych, często heroicznych decyzji, odwagi i dumy, a także kaprysów losu - przypadków o niebagatelnym znaczeniu dla rozwoju historii. Alice Munro pisze o życiu. Jej główne bohaterki - Sylvia, Carla, Juliet, Grace, Lauren, Robin i Nancy próbują znaleźć swoje miejsce na ziemi. Interesujące, że to same kobiety. Sposób ich doboru nie jest jednak dowolny. Każda z głównych postaci to mądra i roztropna osoba, która umie dostrzegać i analizować to, co się wokół niej dzieje. (...) Te niezwykłe kobiety zostały osadzone w historiach, które można by określić mianem "z życia wziętych". Takich jak ta o Grace, która zaręcza się z dobrze wychowanym chłopakiem, ale zgadza się na szaloną wycieczkę kabrioletem z jego bratem-alkoholikiem, licząc na zaznanie "namiętności", której brakuje jej w dotychczasowym związku. Albo Robin, która gubi torebkę z pieniędzmi i zdana na łaskę obcych ludzi przyjmuje pomoc Daniela. Po jednym wieczorze, zako
Opowiadania Munro mogłyby na dobrą sprawę stać się doskonałą podstawą scenariuszy filmowych (...) Na szczęście jednak historie z "Uciekinierki" zostały "tylko" napisane. W fantastyczny sposób. Krótka forma nie przeszkadza w pokazaniu źródła emocji i napięć między postaciami. Podane zostają tylko te informacje o bohaterach, które są niezbędne dla zrozumienia ich położenia i znaczenia wydarzeń, które napotykają na swojej drodze. Jest tu jednak wszystko to, co potrzebne do "czytania miedzy wierszami". Konstrukcja historii, konstrukcja zdań - tu objawia się cały geniusz Munro.

Dziennik, 31 lipca 2009
Malwina Wapińska
"Uciekinierka" to pierwszy zbiór opowiadań Alice Munro przetłumaczony na język polski. Warto po niego sięgnąć, bo Kanadyjka uważana jest dziś za jedną z najwybitniejszych żyjących pisarek. Polski czytelnik późno dostał szansę zapoznania się z twórczością Alice Munro. Za późno jak na autorkę tego kalibru. O Kanadyjce mówi się jako o jednej z największych żyjących pisarek i mistrzyni krótkiej formy. Często wymienia się ją w ścisłym gronie kandydatów do literackiej Nagrody Nobla. U nas spośród kilkunastu książek, jakie 78-letnia pisarka ma w dorobku, w polskim tłumaczeniu ukazała się jedynie "Uciekinierka". Zatem uwaga: czytelnik, który dotąd nie zetknął się z pisarstwem jednej z gigantek współczesnej literatury, ów zbiór opowiadań powinien potraktować jako lekturę obowiązkową.
Przyzwyczajeni do panującej za oceanem mody na realizm w krótkich formach prozatorskich krytycy amerykańscy twierdzą niekiedy, że Munro ma tendencję do "staromodnych" odwrotów od realistycznej konwencji i stosowania wysmakowanych literackich sztuczek. Charakteryzując prozę Kanadyjki, często wspomina się także o realizmie czechowowskim, bo Czechowa nie od dziś uważa się za głównego patrona pisarki. Ale Kanadyjka nie odchodzi od realizmu tak daleko, jak sugerowaliby to niektórzy krytycy. Przeciwnie: stwarzane przez nią mikroświaty zbudowane są na solidnych fundamentach. Rzecz w tym, że pod wierzchnią warstwą tej wykreowanej z dbałością o detale rzeczywistości kryje się złowrogie drugie dno. (...)
Bohaterkami "Uciekinierki" zawsze są kobiety - kobiety młode i stare, przyłapane w różnych momentach swojego życia. (...) Munro bywa bezlitosna dla swoich bohaterek. Zostawia je jako młode dziewczyny, by wkrótce odwiedzić znów - jako stare kobiety. Przygląda się przemianom ich ciał i psychiki, każe rozliczać się z gorzkiej przeszłości.
Kanadyjka lubi grać z czytelnikiem. Doskonale potrafi przewidzieć jego reakcje i poprowadzić ściśle wyznaczonym przez siebie torem. Opowiadania Alice Munro to skomponowane z niezwykłą precyzją formy. To je odrealnia. Bywa, że bohaterowie jawią nam się jako aktorzy grający w wyreżyserowanej przez autorkę sztuce. Jak u Czechowa w warstwie fabularnej w "Uciekinierce" niewiele się dzieje. Postaci z opowiadań wykonują swoje rytualne gesty, poddają się codziennej rutynie, wypowiadają wyuczone kwestie. I podobnie jak u autora "Wiśniowego sadu" pod powierzchnią codzienności kipią nierozładowane emocje. Munro doskonale potrafi je uchwycić.

Zwierciadło, 07/2009
Marta Mizuro
Przedstawiając całe spektrum owych zamiarów, mających różne przyczyny, Munro odmalowuje portret współczesnej kobiety jako takiej. Kobiety zagubionej, niespełnionej i rozpaczliwie samotnej, choć znajdującej czasem wsparcie u innej kobiety czy - rzadziej - u mężczyzny. Z czego już nietrudno wnioskować, iż książka wybitnej kanadyjskiej pisarki (nareszcie w Polsce!) nie służy, w każdym razie nie wprost, pokrzepieniu serca. Lecz czy owo krzepienie to jakiś ustawowy obowiązek literatury niewieściej? Mnie w zupełności wystarcza, jeśli jest ona psychologicznie wiarygodna, mądra i opowiedziana pięknym językiem. A jeszcze dodać trzeba, że nazwisko Munro zestawia się zwykle z doskonale już u nas znaną Margaret Atwood.

krytycznymokiem.blogspot.com, 30 lipca 2009
Jarosław Czechowicz
(...) Czy "Uciekinierka" - dziesiąty z kolei zbiór tekstów Munro - jest fragmentem dla tej twórczości reprezentatywnym, nie wiem. Wiem natomiast, że Margaret Atwood ma w Kanadzie konkurentkę, albowiem Alice Munro potrafi pisać równie finezyjnie jak utytułowana autorka "Moralnego nieładu". Nieprzypadkowo zestawiam "Uciekinierkę" z wydanym przed rokiem zbiorem opowiadań Atwood. Obie pisarki sięgają głęboko, penetrując kobiecą psychikę, ale czynią to nieco inaczej. Atwood odnosi się do własnych przeżyć i doświadczeń, Munro stwarza biografie kobiet, które w jej opowiadaniach mierzą się z samymi sobą i doświadczają trudności, które będą zmieniać ich życie i nastawienie do życia innych. (...)
Próby charakteru, próby nowych życiowych ról, próby zmian i próby zrozumienia samych siebie. "Uciekinierka" to rozpisana na osiem przejmujących narracji opowieść o odkrywaniu własnych uczuć. Uczuć, które są dla kobiet Munro bardzo ważne i uczuć, którymi kierują się w swych poczynaniach z nadzieją, że postępują słusznie i właściwie. (...)
Mimo trudnej i niepokojącej egzystencjalnej problematyki, jaką zawierają te teksty, Munro pisze w sposób prosty i klarowny, w związku z tym jej opowiadania są bardzo przejrzyste oraz czytelne. Kanadyjska pisarka swoje bohaterki obdarza przezornością i instynktem samozachowawczym, który każdą życiową porażkę pozwala zamienić w naukę. Myślę, że to proza o kobietach i zdecydowanie dla kobiet. Osiem opowiadań z "Uciekinierki" udowadnia, iż kobiecość to niekończąca się droga do samopoznania. Na tej drodze towarzyszymy kobietom ambitnym, roztropnym i chociaż niejednokrotnie zagubionym, zawsze świadomym swojej wartości i tego, że życie to nieustanna podróż w głąb samych siebie.

Co Jest Grane, stołeczny dodatek do Gazety Wyborczej, 14 sierpnia 2009
Beata Kęczkowska
(...) Bohaterki opowiadań to kobiety mieszkające z dala od wielkich miast. Ich niby senna codzienność aż pulsuje od napięć i emocji. Za fasadą domów i firanek kłębią się ich dramaty, marzenia, pragnienia. Alice Munro jakby mimochodem wprowadza nas w duszną a mosfmosferę ich życia. Jej bohaterki bywają wykorzystywane przez swoich partnerów, porzucane przez bliskich, nie potrafią wyzwolić się z krępujących je więzów. Ich portrety Munro kreśli z dużą precyzją i starannością. Znakomita proza!

Rzeczpospolita, 25 sierpnia 2009
Monika Małkowska
Przedstawiam autorkę: druga obok Margaret Atwood wielka dama kanadyjskiej literatury. Drobna blondynka (obecnie siwa) o zniewalającym uśmiechu, lat 78. Mistrzyni krótkich form, nazywana Czechowem z Ontario, od 40 lat obsypywana krajowymi i amerykańskimi nagrodami (naliczyłam 16!). (...)
Jak mogłam, przeciągałam doczytanie "Uciekinierki" do końca - żal mi było się z nią rozstawać. Takie emocje zarezerwowane są dla wyjątkowych przypadków. Chodzi o więź z bohaterami. Munro potrafi opętać czytelnika, a bardziej - czytelniczki. Bo w jej opowieściach pierwszoplanowe role odgrywają kobiety. Antyheroiny. Panny, młode i stare; matki, babki, wdowy. Prowincjuszki. Wszystkie wydają się wcieleniami przeciętniactwa.
W każdej historii pojawia się ten sam motyw: pojedynek z losem. I wcale nie chodzi o przeznaczenie - wtedy wszystko byłoby jasne, odgórnie załatwione, bez odpowiedzialności. U Munro dziewczyny po raz pierwszy w życiu muszą podjąć decyzję w ułamku sekundy. A potem nic nie jest tak jak poprzednio. Co ciekawe: w kluczowych momentach nie czują emocji. Sprzeniewierzeniu się rutynie towarzyszą opanowanie i pewność, że postępują właściwie.
Kiedy ona - jakaś Juliet, Grace, Carla, Nancy - mówi "tak" komuś, komu nie powinna; wraca później niż zwykle do domu lub z tego domu ucieka - rozumiemy jej determinację. Ona musi sprzeniewierzyć się dotychczasowemu życiu. Stracić niewinność (bardziej psychiczną niż seksualną), zobaczyć świat w mniej infantylny, egoistyczny sposób. (...)
Dumna samotność - to u Munro ważny motyw. Nie rozpaczliwy stan osamotnienia, wynikający z odrzucenia, lecz konsekwencja świadomego wyboru. (...)
Jednak u Munro trzeba nieustannie mieć się na baczności. Każda opowieść rozgrywa się niemal równocześnie w kilku czasoprzestrzeniach, niekiedy wychyla się daleko wstecz, aż do międzywojnia. Nagle przeskakujemy w lata 60., potem 80. i znów ostry skręt do okresu powojennego. Nie od razu można odgadnąć, w jakiej dekadzie ubiegłego wieku rozgrywa się akcja, ponieważ reakcje i emocje ludzkie zawsze są podobne, a innowacje bytowo-techniczno-obyczajowe docierają do hrabstwa Huron w stanie Ontario z opóźnieniem. To właśnie tam, na podobieństwo faulknerowskiego hrabstwa Yoknapatawpha, umieściła Munro pępek swojego świata. Z tą różnicą, że jej kraina nie jest fikcyjna.

Duży Format, dodatek do Gazety Wyborczej, 30 sierpnia 2009
Juliusz Kurkiewicz
"Alice Munro potrafi zawrzeć w każdym ze swoich opowiadań taką głębię, mądrość i precyzję, jaką wielu pisarzy osiąga w powieściach w ciągu całego życia" - brzmiał werdykt Międzynarodowej Nagrody Bookera przyznanej w tym roku kanadyjskiej pisarce za całokształt osiągnięć. Zaskakujące, że ta 78-letnia autorka, która debiutowała w latach 60., napisała 12 zbiorów opowiadań i 1 powieść, była dotąd w Polsce nieznana. Na razie dostajemy tom "Uciekinierka" z 2004 r., jeden z najlepszych w jej karierze. (...)
Bohaterkami Munro są kobiety, których przeżycia pokazuje z ogromną wrażliwością. Akcja opowiadań - osadzonych często w prowincjonalnej rzeczywistości jej rodzinnego stanu Ontario i w nadmorskiej scenerii Kolumbii Brytyjskiej - rozgrywa się od lat 20. do współczesności. Da się z nich wyczytać kronikę przemian społecznych i obyczajowych, które w znaczący sposób zmieniły sytuację kobiet na Zachodzie. Konflikt między wartościami tradycyjnego społeczeństwa a indywidualizmem stanowi dominantę wielu z nich. Munro staje po stronie outsiderów, rozumie konieczność zmian, ale też pokazuje ich ambiwalencję - w tym konflikcie zawsze coś jest za coś, a wolność może prowadzić do wyobcowania i samotności. Pisarka nie redukuje swych bohaterów do społecznych fantomów. Równie ważną rolę w ich życiu gra przypadek, irracjonalny odruch, ironia losu.
"Złożoność" to słowo klucz do pisarstwa Munro, która w jednym z rzadko udzielanych wywiadów stwierdziła, że "złożoność rzeczy wydaje się nieskończona". W "Uciekinierce" nie znajdziemy czarnych charakterów. Bohaterowie są jednocześnie egoistyczni i wspaniałomyślni, irytujący i godni współczucia. Szarą strefę ich moralnych decyzji pisarka pokazuje w nieskończenie wielu odcieniach, tak samo jak ich szare życie. Koniec miłości, nieodwracalne, błędne decyzje, rozczarowania - wszystko, czego chcielibyśmy uniknąć - stanowi jego istotę, ale pod piórem Munro nie zamienia się w tragedię. (...)
Dzięki swej powściągliwości i uważności Munro wskrzesza przykurzone porozumienie między czytelnikiem i bohaterami, odejmując mu odium czegoś wstydliwego i anachronicznego.

Twój Styl 9/2009
Łukasz Modelski
(...) Autorka (to jej znak firmowy) stawia swoje bohaterki w sytuacjach, w których okazuje się, że są z lekka "niedopasowane", trochę "nieprzystosowane" do życia, jakie wybrały lub raczej - jakie je wybrało. Starają się nie dostrzegać, nie słyszeć, nie zajmować stanowiska. A jednak muszą. Skomplikowane, delikatne, pierwszy raz w Polsce.

Nowe Książki, 12/2009
Agata Sikora
(...) Jakim cudem jej opowiadania docierają do polskiego czytelnika dopiero teraz? Na szczęście odpowiedź nie jest istotna. Problem ma co najwyżej krytyk, który - co rzadkie - nie odczuwa potrzeby polemiki z użytymi do promocji książki cytatami z innych recenzji. Opowiadania Alice Munro są bowiem znakomite. Czytelnik przekona się o tym szybko, choć nie od pierwszego zdania.
Ta literatura utrzymuje się w klimacie Północy: zarówno jeśli chodzi o miejsce akcji, jak i daleki od rozbuchania pisarski styl. Surowa prostota pejzażu kanadyjskich lasów, skalistych zatok i małych mieścin, pełna ukrytych napięć monotonna prostota prowincjonalnej codzienności harmonizują ze szlachetną prostotą klasycznej narracji - choć ta ostatnia jest tylko złudzeniem odbiorcy. (...) Munro terminowała nie tylko u dziewiętnastowiecznych realistów, ale z nie mniejszym polotem przyswoiła sobie naukę czerpaną z prozy dwudziestowiecznej. Kanadyjka potrafi bowiem połączyć epicki rozmach i głębię z narracją fragmentaryczną, nielinearną. Opisy drobnych zdarzeń, retrospekcje, dialogi są jak kunsztownie oszlifowane (choć zupełnie pospolite) kamienie. Autorka układa je w swej mozaice nie po kolei, wciąż pobudzając wyobraźnię czytelnika do wypełniania pustych miejsc. W ten sposób stwarza pole gry między wyobrażeniami odbiorcy a własnym tekstem. Gdy ostatni z jej kamyków znajdzie swe miejsce, czytelnik widzi znacznie więcej niż to, co przedstawia niekompletna dwuwymiarowa mozaika - zamarkowane to tu, to tam przemiany historyczne, losy postaci drugoplanowych, historie poboczne, które na podstawie kilku aluzji i uzyskanego portretu psychologicznego można sobie dopowiedzieć. Te opowiadania są elipsami powieści.
Munro raczej sugeruje, niż opisuje to, co dzieje się pod skórą codzienności. I tutaj po raz kolejny objawia się jej mistrzostwo: bo jeżeli nawet w tych zwykłych losach kryją się jakieś mroczne sekrety, niedopowiedziane dramaty, to one również należą do kręgu zwykłych zdarzeń. Nic co ludzkie nie jest banalne, ale i nic co ludzkie nie wznosi się ponad codzienność. (...) Jeżeli w tych opowiadaniach zdarza się zamajaczyć jakiejś zbyt łatwej dychotomii, to Munro nigdy nie dopowiada jej do końca. Nie ma tu oczywistych rozwiązań, złotych recept i bezwzględnych win. Nie ma wzniosłych tragedii, nie ma otchłani rozpaczy, ale nie ma też łatwych pocieszeń. To książka o tym, że najważniejsze ludzkie dylematy i wybory nie rozgrywają się w oprawie wielkiej psychomachii z podkładem bombastycznej hollywoodzkiej muzyki, ale raczej "dzieją się", często niemal nieuświadomione, a czasami uświadamiane naiwnie.

Polityka, 09/2009
Piotr Stasiak
Przemyślane, kunsztowne opowiadania Alice Munro to doskonały przykład prozy, w której emocje kipią między wierszami, a największe dramaty rozgrywają się w niedopowiedzeniach.

Zeszyty Literackie
Juliusz Kurkiewicz
Alice Munro jest w Polsce pisarką niemal zupełnie nieznaną. Mistrzyni jednego gatunku - opowiadania - osiągnęła w nim, mimo zastosowania bardzo prostych środków - efekt takiej głębi i złożoności, że bez wahania można ją ustawić w rzędzie największych mistrzów gatunku, obok Tołstoja i Czechowa. (...) Psychologiczna dociekliwość, bezgraniczna empatia wobec bohaterów (tzw. zwykłych ludzi), dyskretnie zarysowane, choć istotne tło społeczne, prostota języka i - przede wszystkim - wiara w obiektywny, uniwersalny wymiar literatury, mimo osadzenia historii w konkretnym pejzażu geograficzno-kulturowym, przywodzą na myśl mistrzów rosyjskiej prozy, czyniąc Munro jednym z najciekawszych zjawisk współczesnej literatury anglosaskiej. Najważniejszy wniosek płynący z lektury Munro jest następujący - literatura realistyczna żyje, a jej możliwości wcale nie zostały wyczerpane.

Pocztówki z Paranoi (www.ultramaryna.pl/pzp), 08 stycznia 2011
Łukasz Najder
"Uciekinierka" Alice Munro to zbiór ośmiu pierwszorzędnych, cierpkich, esencjonalnych opowiadań o kobietach. O kobietach, napisanych przez kobietę i rejestrujących świat z kobiecej perspektywy protagonistek. Ale - przeznaczonych dla obu płci. Po mistrzowsku bowiem rozgrywa Munro kobiecość jako rzecz zwykłą, normalną, będącą składową uniwersalnego ludzkiego losu, jak i zarazem formę wyjątkową, niepowtarzalną w swoich możliwościach, unerwioną w inny sposób, w wielu aspektach wrażliwszą, skanującą rzeczywistość pod kątem odmiennym, niż robią to gburowate ssaki wyposażone w wąsy i jądra.
W swoich opowiadaniach ukazuje Munro kobiety w sytuacjach na pozór banalnych i wziętych z codziennego życia. Ale to tylko pozór - krucha skorupka fikcji, która pęka od jednego puknięcia autorki, od przeszywającego zdania, akapitu, po którym orientujemy się, że wylądowaliśmy w centrum mrocznego dramatu. Nieszczęścia, które spadają na bohaterki Munro są i typowe, gdy doświadczają one nieuleczalnej choroby, śmierci najbliższej osoby, dewastującego upływu czasu, jak i szczególne, właściwe tylko kobietom. Te z kolei mają zazwyczaj swe źródło w kontaktach ze społeczeństwem. Prymitywny seksizm, wyrafinowane praktyki wspólnoty, która pragnie zamknąć hardą jednostkę w okowach konwenansu, wystawić na publiczną obmowę i ocenę - styranizować religią, obyczajem, dobrym smakiem i zmusić ją do wpasowania się w obowiązujący szablon, w którego ramach nie ma miejsca dla tych, co nie chcą się rozmnażać, wyjść za mąż, hołubić ognisko domowe, zalegalizować sobie szczęście.


wyjaśnia tajemnice kosmosu

Mamo to ja 12/2009
Katarzyna Kubisiowska
"To nie jest zwyczajny tekst pisany pod maluchy. W przypadku opisu tajemnicy wszechświata chodzi o zagadkę, intrygujące anegdoty, niestandardowe wprowadzenie w problem. Tę kapitalną pozycję koniecznie czytajcie z dzieckiem, nie tylko ze względu na zacieśnianie rodzinnych więzi, ale i dla odkrycia, jak jasno, pięknie, mądrze i wnikliwie można opowiadać o tym, co skomplikowane."

Gazeta Wyborcza, 12/2009
Agnieszka Wolny-Hamkało
Mało kto wie, że pokój dziesięciolatka i kosmos mają wiele wspólnego. Podobieństwo to polega na tym, że aby rozeznać się w każdej z tych przestrzeni, potrzeba doświadczenia i wiedzy" - piszą Ulrich Janssen i Klaus Werner w pasjonującym "Uniwersytecie Dziecięcym". To zaskakujące porównanie jest pomysłem na edukacyjną księgę, którą czyta się jak najlepszą powieść przygodową albo rzecz o białej magii. Odsyłanie do rzeczywistości potocznej pomaga zakorzenić abstrakcyjne zagadnienia naszego świata. A to sprawia, że łatwiej je oswoić i zrozumieć (autorzy piszą, że ciasto ma smak galaktyki!). Taki humorystyczny efekt ożywczo działa na wyobraźnię. (...)
Dowcip drzemie tu także w języku i sposobie pisania o Kosmosie: gdy jest się kimś tak ważnym jak gwiazda, trzeba odpowiednio dużo ważyć - pisze autor. A uwiedziony rodzic czytający tę księgę dziecku na dobranoc łatwo się może zapomnieć i spędzić na lekturze noc. Nauka nie musi być nudna. Nauka jest poezją i przygodą!

Fronda.pl, 21 grudnia 2009
Robert Mazurek
Lekturą pierwszej potrzeby jest oczywiście, o ile przypadkiem nie jest się fizykiem, "Uniwersytet Dziecięcy wyjaśnia tajemnice kosmosu" Ulricha Janssena i Klausa Wernera. Tu uzasadnienie jest chyba zbędne -jeśli nie jesteś, drogi czytelniku, rodzicem, to prędzej czy później ci się to przytrafi, a wtedy nie wystarczy obkuć się tylko z dinozaurów. Smarkacze są bezlitośni.

Rzeczpospolita, 21 czerwca 2010
Monika Janusz-Lorkowska
(...) Rozkładówkowe ilustracje to tutaj majstersztyk. Niezbyt szeroka paleta barw i łączenie różnych technik - malarskich i graficznych, daje efekt wielkoformatowych, kolażowych kompozycji, bardzo czytelnych i ekspresyjnych zarazem. "Wrony i wąż" w wydaniu ilustratorki Agaty Dudek - naprawdę świetne.

Nowe ksiażki, 8/2010
Joanna Olech
(...) Ta prawdziwie luksusowa książka obfituje w piękne, kolorystycznie wysmakowane ilustracje. (...) Rysunek jest czytelny i skromny, a równocześnie ma klasę, dowodzi wielkiej estetycznej wrażliwości młodej ilustratorki. (...) Mamy zatem jedną z najelegantszych książek na rynku, której oprawa graficzna nawiązuje do najlepszych osiągnięć polskiej szkoły ilustracji z lat 60. i 70.

Przekrój, 13 lipca 2010
Sebastian Frąckiewicz
(...) Bajkę można czytać na dwa sposoby: albo jako historię o przewadze rozumu nad przemocą i chamstwem, albo jako rzecz o małżeńskim braku kontaktu i porozumienia, co pewnie raczej dzieciom do głowy nie przyjdzie. Rodzicom pewnie już tak. Za to i maluchom, i dorosłym na pewno spodoba się doskonała oprawa graficzna w wykonaniu Agaty Dudek. To mistrzyni kolażu, która swobodnie łączy w swych ilustracjach różne techniki, bawi się fakturą, kolorem. Jej prace są czytelne i mogą się podobać każdemu, a mimo to są oryginalne i bardzo ciekawe. Dzięki temu Dudek to jedna z najbardziej wziętych ilustratorek młodego pokolenia. Z Huxleyem też poradziła sobie świetnie.

Tygodnik Powszechny", 22 lipca 2010
Joanna Olech
(...) "Wrony i Wąż" to spektakularny przykład pożytków, jakie wydawca osiąga ze współpracy z utalentowaną ilustratorką. Autor, Aldous Huxley, jest supersławny, a historyjka zabawna i świetnie napisana, ale to Agacie Dudek pisarz powinien dziękować (zza grobu). Świeżo upieczona dyplomantka warszawskiej ASP zrobiła z tej błahostki literackiej pyszną książkę. (...)
Prosta historia obfituje w smaczne detale i skwitowana jest śmieszną puentą. O klasie tekstu decyduje styl - niefrasobliwy i dowcipny, ciut zabarwiony (ptasią) mizoginią. (...)
Agata Dudek (...) z niezwykłą zręcznością, pomagając sobie komputerem, stworzyła ilustracje proste i syntetyczne, nawiązujące do mistrzowskiego stylu Polskiej Szkoły Ilustracji z lat 60. i 70. Po nieumiarkowanej pstrokaciźnie, która dominuje na rynku książki dziecięcej, tu znajdujemy miłą odmianę: powściągliwą gamę kolorystyczną. Oprócz czerni tylko czerwień i zieleń, plus ich wyrafinowany mikst. Faktury i tekstury, fragmenty starych grawiur, kolaże i zamaszysty ślad pędzla - ilustratorka zręcznie miesza te warsztatowe sztuczki, tworząc w efekcie zachwycające obrazy. Format okazały - zmieściłby się na nim cały serwis do kawy. Papier luksusowy, druk pierwszorzędny. Książka pięknie zakomponowana, bez małostkowej maniery, która każe mniej utalentowanym grafikom naćkać gęsto literek i obrazków, skąpić marginesu. Tu pojawiają się nawet rozkładówki iście albumowe, czysto ilustracyjne, pozbawione tekstu. Duże połacie bieli ładnie kontrastują z kolumną, złożoną elegancką czcionką. Kupiłabym tę książkę dla jej urody.

Życie Warszawy, 20 maja 2011
Jolanta Gajda-Zadworna
"Zając" powstał z powodu obrazu Albrechta Dürera - pokazanego z wielkim realizmem przycupniętego, długouchego zwierzątka. Ilustratorka Ola Cieślak, odpowiedzialna także za opracowanie graficzne, postarała się, by również w formie tekstu, kształcie czcionki i inicjałów, nawiązać do epoki, w której tworzył Dürer.

Klub Literacki Litera - internetowy dziennik literacki, 18 lipca 2011
Magdalena Żerek
"Zając" G. Kasdepke to książka, która nie tylko w doskonały sposób wplata w opowiadaną historię istotę obrazu renesansowego twórcy. (...) W tekście G. Kasdepke dzieło malarskie rozrasta się w wiele innych obrazów Dürera oraz w odrębną historię małego chłopca, rozbudowującego dalsze plany dzieła, których nie ma na obrazie malarza, a które mogłyby istnieć, gdyby tylko ten zechciał je domalować.
"Zając" staje się zatem źródłem wiedzy na temat malarstwa, szczególnie zaś dzieł Albrechta Dürera. Jest to także wyraz dziecięcego zagubienia w świecie dorosłych i poszukiwania sposobu na uporządkowanie niezrozumiałego chaosu, zwłaszcza kiedy młody człowiek zostaje postawiony przed problemami ważnymi, egzystencjalnymi. Chłopcu przyszło zetknąć się z ludzką interesownością, pogonią za lepszym życiem i śmiercią, które w świecie dziecka, nie zawsze wyglądają tak dramatycznie, jak wydaje się to dorosłym.
Należy wspomnieć jeszcze o ilustracjach Oli Cieślak, która stworzyła je w taki sposób, by stały się inspiracją do samodzielnych poszukiwań, już poza tekstem książki. (...)
Po raz kolejny zatem książką z serii "Mały koneser" pokazano, że i najmłodsi czytelnicy mogą w przystępny sposób zgłębiać wiedzę na temat malarstwa. Choć to lekcja trudna i wymagająca dużej dozy aktywności, nie musi być nudna i mało interesująca. G. Kasdepke ponadto udowodnił, że obraz wielkiego mistrza, może na obrazku małego dziecka zyskać nowe znaczenie.

Qlturka.pl, 13 lipca 2011
Agata Hołubowska
(...)
Książka porusza ważny problem interesowności kontaktów międzyludzkich (wśród dorosłych), a te, jak wiadomo, dość często szybko się kończą. (...)
Opowiadanie z gracją zilustrowała Ola Cieślak. Posłużyła się kolażem, łącząc fotografię, dawne ryciny samego Dürera, współczesne elementy graficzne i własną kreskę. Wyszedł jej z tego niejednoznaczny świat, nie do końca osadzony w jakimś konkretnym czasie i miejscu. Zapanował w tych ilustracjach taki sam uniwersalizm, jak w tekście Kasdepki. Wszak śmierć jest wszechobecna i ponadczasowa...
Nie waham się stwierdzić, że przeczytam tę książkę swoim dzieciom. Nie ma w niej brutalności czy nachalności, w ilustracjach nie ma drastycznych scen. Są za to normalne, zwierzęco-ludzkie sprawy.

Neurokultura.pl, 28 czerwca 2011
Karolina Jędrych
(...) "Zając", książeczka niepozorna rozmiarem, ale przyciągająca uwagę czytelnika, nawet tego dorosłego. (...) Grzegorz Kasdepke z rysunku zająca z 1502 roku wysnuł historię całkiem współczesną (...). Oto dana została czytelnikowi historia współczesna opowiedziana na poły realistycznie, na poły baśniowo. (...) Dorosły czytelnik zauważy, że chłopiec nie tylko fantazjuje dla samej przyjemności fantazjowania, dla zabawy, ale też chowa się we własnym świecie przed tym, czego nie rozumie w tym reprezentowanym przez dorosłych.
"Zając" Grzegorza Kasdepke i Oli Cieślak to mały kawałek wielkiej sztuki, który pobudza wyobraźnię. Sprawia, że zastanawiamy się nad losem małego bohatera i jego rodziców, może uruchomić proces tworzenia dalszego ciągu (kto wie, może nawet więcej niż jednego?) jego historii. Rysunek zająca mógłby być inspiracją do stworzenia własnej, autorskiej historii związanej z tym obrazkiem - wszak ilu patrzących, tyle narracji, a odbicie w oku zwierzęcia wcale nie musi być odbiciem okien salonu, na którego stole króluje biały miś.

Portal dziecipoznan.pl, 13 maja 2011
Natalia Minge
(...) Trzeba przyznać, że dziełko wyró?nia się na tle twórczości pisarza zarówno formą, jak i treścią. (...) Treść, choć lekka i oglądana z punktu widzenia kilkulatka, wcale nie jest błaha. Bez przesady powiedzieć można, że jest to jedno z najciekawszych opowiadań pisarza.
(...) Ola Cieślak przyzwyczaiła nas do pomysłowych i nietypowych ilustracji. Obrazki w tej książce utrzymane są w tej samej konwencji, co w poprzednim tomie serii, z tym że tym razem grafiki mistrza są wplecione w ilustrację w taki sposób, że na pierwszy rzut oka trudno stwierdzić, gdzie kończy się grafika a zaczyna ilustracja. Wyszukiwanie fragmentów oryginalnych prac może być ciekawą rozrywką.

Blog Półeczka z książkami, 14.05.2011
(...) Czy Albrecht Dürer mógł przypuszczać 500 lat temu, że jego Młody zając wywoła tyle zamieszania:)))? Śmiem twierdzić, że nie. Jakiego zamieszania, ktoś zapyta. Grzegorz Kasdepke zaskakuje w tej książce. (...) Stworzył historię wcale nie do śmiechu. Pokazuje się zupełnie od innej strony. Świat dziecięcy - widziany tym razem z podłogi. Nazwa serii sugeruje, że to na pewno książka nie dla wszystkich. Dla wybrańców? Myślę, że nie to jest ideą Wydawnictwa. "Mały koneser" to zapowiedź czegoś bardziej wyrafinowanego, innego. To smakowanie tekstu i obrazu zarazem, bodziec do głębszej refleksji, poszukiwania odpowiedzi na ważne pytania. To też okazja, by spędzić razem czas, porozmawiać o lekturze, bo nie są to książki łatwe. Może zainspiruje do sięgnięcia po inne książki Autora, po kolejne tytuły z ilustracjami Oli Cieślak - dla porównania, po album z dziełami Dürera, po książkę o roślinach, a może do wspólnej wyprawy na poszukiwanie traw z obrazu albo roślin z ilustracji Oli Cieślak? Ich Autorka stanęła tu na wysokości zadania (...) Tej książki nie można ot tak przeczytać i odłożyć na półkę.

Polityka, 13 maja 2009
Agnieszka Wolny-Hamkało
Każdy ma przekazywaną traumę rodzinną, tajemnicę albo chociaż jakiś mały lęk. "Znamię" Nancy Huston - wyrafinowana powieść o skomplikowanych losach trzech pokoleń pewnej rodziny, mówi właśnie o tym: o wędrującym genie - także tym społecznym, kulturowym. Dla bohaterów powieści tytułowe piętno bywa skazą, ale też rodzajem talizmanu. Dla najmłodszego Sola to tylko rysa na jego pięknym ciele. Dla Sadie - dziewczynki wychowywanej po spartańsku przez toksycznych dziadków - to piętno zła, symbol jej słabości i grzechu. Dla Erry - matki Sadie, lesbijki i hipiski, to medium, czarodziejski klucz do świata muzyki. Ale wymowa tytułu jest bardziej uniwersalna, dotyczy kwestii narodowych i religijnych. Huston opisuje moment kształtowania się tożsamości, kiedy dziecko orientuje się, że jest nie tylko dziewczynką, córką, ale także Żydówką. Dostaje nagle rolę, którą dawno temu ktoś dla niej napisał. Powieść nie tylko pokazuje, w jaki sposób wojna krzyżowała ludzkie losy, ale też opowiada o mechanizmach przekazywania w rodzinie wzorców.
Znakomitym pomysłem było udzielenie głosu dzieciom: ich perspektywa jest ciekawsza - naświetla absurdalność niektórych zachowań i ról. Dzieci są przenikliwe, mówi Huston, grają w nasze gry. Ale doskonale zdają sobie sprawę z tego, jaką blagą jest ten teatrzyk.

Zeszyty Literackie, 4/2009
Juliusz Kurkiewicz
Nie zwracaj na mnie uwagi

78-letnia dziś Kanadyjka Alice Munro jest w Polsce pisarką niemal zupełnie nieznaną. Mistrzyni jednego gatunku - opowiadania - osiągnęła w nim, mimo zastosowania bardzo prostych środków - efekt takiej głębi i złożoności, że bez wahania można ją ustawić w rzędzie największych mistrzów gatunku, obok Tołstoja i Czechowa. Ten zestaw nazwisk nie jest ani przesadzony, ani przypadkowy. Psychologiczna dociekliwość, bezgraniczna empatia wobec bohaterów (tzw. zwykłych ludzi), dyskretnie zarysowane, choć istotne tło społeczne, prostota języka i - przede wszystkim - wiara w obiektywny, uniwersalny wymiar literatury, mimo osadzenia historii w konkretnym pejzażu geograficzno-kulturowym, przywodzą na myśl mistrzów rosyjskiej prozy, czyniąc Munro jednym z najciekawszych zjawisk współczesnej literatury anglosaskiej. Najważniejszy wniosek płynący z lektury Munro jest następujący - literatura realistyczna żyje, a jej możliwości wcale nie zostały wyczerpane. (...)

Kikimora, 6 czerwca 2011
Zuzanna Mierzejewska
Książkę "Zwierzaki cudaki" można porównać do pewnego znanego serwisu plotkarskiego, też zresztą mającego zwierzęcą nazwę. I nie jest to bynajmniej zarzut - przecież każdy z nas uwielbia czytać plotki! Te ze "Zwierzaków cudaków" mają jednak przewagę, ponieważ wszystkie są prawdziwe, choć w autentyczność niektórych naprawdę trudno uwierzyć. (...) Każda z czterdziestu zabawnych opowieści jest zilustrowana czarno-białymi grafikami, dzięki czemu całość przywodzi na myśl dawne leksykony botaniczne.

Qlturka.pl, 26 kwietnia 2011
Dariusz Szymanowski
Książka ta, choć napisana głównie z myślą o zainteresowaniu dzieci nieznanym światem zwierząt, wciągnie z pewnością także rodziców. Autorka chce powiedzieć o swoich bohaterach jak najwięcej, wydobywając z poszczególnych życiorysów co ciekawsze punkty. (...) Nieustannie gra z czytelnikiem w grę skojarzeń, grą na granicy między fikcją a rzeczywistością. W "Zwierzakach cudakach" nawet najgroźniejsze zwierzęta wydają się być przyjazne i sympatyczne, a "mrożące krew w żyłach wycie" kojota jest właściwie śpiewaniem. Wszystko to podane jest w gawędziarskim tonie, co z pewnością uprzyjemnia lekturę i skłania czytelników (zarówno dzieci jak i dorosłych) do wyobrażania sobie tych najdziwniejszych zwierząt świata.

blog Poza rozkładem. Pociąg do czytania, 31 lipca 2011
Dzięki tej książce można zabłysnąć w towarzystwie. "Zwierzaki cudaki" to książka, która daleka jest od konwencji fikcji literackiej, ale czyta się ją jak najbardziej wciągającą powieść (...) Bibi Dumon Tak potrafi pisać o tajemnicach przyrody z pasją i humorem. Jej narracja w "Zwierzakach cudakach", złożona z krótkich not - anegdot o całkiem zwyczajnych i przedziwnych zwierzętach skrzy się od konkretnych informacji i dowcipu. Wisienką na torcie są stylizowane na drzeworyt ilustracje Fleur van der Weel, z powtarzającym się motywem "wydzieranki". I do tego ten papier! Szlachetność, elegancja i duże pole do popisu dla kilkuletniego czytelnika.
(...) Bibi Dumon Tak kreśli obraz świata fascynującego, pełnego dziwów i zadziwiającej wprost fantazji. Między wierszami buduje wrażliwość na naturę i obala hegemonię człowieka na polu "najdoskonalsze życiowe rozwiązania".

Ryms, 27 lutego 2011
Ewa Skibińska
Książka dla ciekawych świata małych ludzi. Chociaż nie, nie tylko małych. Przyznajmy, że i my, dorośli, też lubimy ciekawostki i ploteczki ró?nego kalibru :) Lektura "Zwierzaków cudaków" powinna zadowolić miłośników przyrody i przy okazji publikacji popularnonaukowych. I nie jest to bajka, lecz najprawdziwsza prawda! (...) Brak koloru jest atutem tej publikacji, nieprzeładowanej, nieprzegadanej formalnie i przy tym pełnej wiedzy o cudach naszej matki - Natury.

Blog Kokon Fantazji, 6 kwietnia 2011
Fantazjana
"Zwierzaki cudaki" oddają zastaną rzeczywistość, przedstawiając rozmaite oryginalne zwierzęta. W porównaniu do przeciętnych atlasów, robią to jednak ku naszej uciesze inaczej - w tytułowy cudaczny sposób oswajając odmienność! Po lekturze nadal mnóstwo nie wiemy, ciągle przed nami wiele nieznanych gatunków, ale... Dotknęliśmy niektórych z nich! Świetnie się bawiliśmy! (...) Pewnie dużo więcej można by się dowiedzieć z niejednego atlasu, ale... Nie w tej formie! Jest na tyle prosta i zabawna, że przemawia zarówno dorosłych, jak i małych przyrodników; wciąga jednych i drugich, obu uniemożliwia zapomnienie.

Blog zaczytani.pl, 17 maja 2011
Pierwsza myśl: dlaczego nie ja wpadłam na prosty w sumie pomysł napisania tej genialnej książki? Druga myśl: gdyby moja biologica w tak zajmujący sposób opowiadała o świecie zwierząt (i roślin) w szkole na pewno miałabym z biologii szóstkę, a nie tróję! Trzecia myśl: dlaczego ta książka nie jest trzy razy grubsza? (...) Książka, którą uwielbiam na równi z moimi dziećmi.

Portal dziecipoznan.pl, marzec 2011
Natalia Minge
Książkę czyta się nie jak wykład, lecz jak opowiadanie fascynata, który pragnie nas zarazić swoją pasją i w dodatku całkowicie mu się to udaje. Od "Zwierzaków cudaków" nie sposób się oderwać i chciałoby się całą pochłonąć od razu. (...) nie sposób się znudzić, a nieraz lekturze towarzyszą wybuchy śmiechu. Dzięki swobodnej formie opowiadania, książki z przyjemnością posłucha trzylatek, a i rodzic poczyta ją z ogromną przyjemnością. (...) Ilustracje autorstwa Fleur van der Weel są zupełnie różne od tego, do czego przyzwyczaili nas autorzy książek o zwierzętach. Świetnie uzupełniają tekst, nie sprawiając wrażenia, że to one są najważniejsze. (...) Fenomenalna pozycja dla miłośników zwierząt, lecz także dla tych, którym nigdy nie wydawały się one szczególnie interesujące. Bardzo wciąga i uczy, choć wcale się nie stara.

Blog miniformy, 22 marca 2011
Czterdzieści opowiastek o najdziwniejszych zwierzętach świata napisano w taki sposób, że stopień zrozumienia i zapamiętania treści u kilkulatka jest niemal stuprocentowy. Poza tym jest ciekawie, śmiesznie, zaskakująco. (...) Gdyby podręczniki szkolne pisane były przez Bibi Dumon Tak, nie byłoby kłopotów z nauką.

1 2

wydawnictwo | katalog | dla dzieci | dla młodzieży | dla dorosłych | autorzy | ilustratorzy | recenzje | promocje | linki | kontakt