Dodano do koszyka

 

ZALOGUJ SIĘ





Nie masz jeszcze konta?

Aby robić u nas zakupy, musisz się zarejestrować i założyć konto klienta.


Załóż konto »
ISBN 978-83-65341-60-0
15 x 20 cm
oprawa miękka ze skrzydełkami
256 str.
kategoria wiekowa 8+
dodaj do koszyka
24,90 zł   22,40 zł

Cześć, wilki! (wydanie II)

ilustracje: Agata Dudek
Błyskotliwa, mądra i pełna subtelnego ciepła opowieść o chłopcu, który przekonuje się, że wyobraźnia ma wielką moc. Nowe wydanie z ilustracjami Agaty Dudek. 

Za osiedlem Cztery Wiatry rozciąga się kraina Dalej i Dalej. To tam jedenastoletni Filip śmiga na rowerze, gdy chce wyrwać się z domu i uciec od wakacyjnej nudy. Bo w Dalej i Dalej między drzewami przemykają wilki, a w starej willi z ogrodem mieszka ciocia Agnieszka, pisarka. Tylko ona zna sekret Filipa.

Powieść „Cześć, wilki!” pokazuje, jak ważną rzeczą w życiu jest wyobraźnia. I że warto jej ufać. To książka, która dodaje odwagi, by marzyć. 
Ewa Błaszczyk

Patronat:

Jeździł tak z godzinę. Skręcał to w prawo, to w lewo albo mknął cały czas prosto. Wreszcie znalazł się w parku, tym po drodze do Wilczego Potoku. Ale zawrócił na samym jego skraju. I znowu mknął prosto albo skręcał to w prawo, to w lewo. I nie mógł ani na chwilę wyłączyć myślenia, choć bardzo chciał. Naprawdę zawracał cioci Agnieszce głowę? Może i tak… Naprawdę nie dałby sobie rady z Bodkiem? Może i nie…
Okej, wcale nie musi tam jeździć. Bo i po co? Lepiej posiedzieć przy komputerze. I… i jeść twarożek zamiast sernika. I nie mieć psa. Ani takiego fajnego fotela. Ani ogrodu. I z nikim nie rozmawiać o murinach. Ani o galarecie. W ogóle o niczym.
A co do Pawła, to skłamał, że się z nim umówił. Bo mama go lubiła. No tak, był w porządku, dopóki nie zaczął się kolegować z tym zarozumiałym Adrianem. Tylko jak wytłumaczyć to mamie?
— Filip!
Ktoś go wołał. Filip wrócił do rzeczywistości i podniósł wyżej głowę. Najpierw zauważył kilka par przyjaznych wilczych oczu. Zerkały z chaszczy w ogrodzie pod numerem szesnastym i zza pnia drzewa, które miał parę metrów przed sobą. A jeszcze inne przez moment widział pod schodami domu numer osiemnaście.
— Cześć, wilki! — szepnął i w tym samym momencie już wiedział, gdzie jest, dokąd go zaniosło, nie wiadomo kiedy, nie wiadomo co.
— Filip! — wołanie się powtórzyło i oczywiście była to ciocia Agnieszka, z Bodkiem na smyczy.
Filip zdążył tylko pomyśleć: „No przecież nie mogę teraz zwiać, mamo, to byłoby niegrzecznie” — i już hamował obok cioci i jej psa.
— Cześć, Filip!
— Cześć, ciociu! Cześć, Bodek! — odpowiedział i zaraz dodał: — Na tym moim osiedlu to w ogóle nie ma gdzie jeździć.
— Ach tak.
— Tak jakoś… Tu jest więcej ścieżek. Więcej miejsca. Można się rozpędzić.
— Rozumiem. — Ciocia popatrzyła na Bodka, a potem znów na Filipa. — Wiesz, wybieramy się na spacer. Może do nas dołączysz?
— Naprawdę? — Filipa aż ścisnęło w żołądku z radości.
— Naprawdę. Rower możesz zostawić w ogrodzie, nie będzie go widać z ulicy — powiedziała ciocia i podała mu klucz od furtki.
I, o dziwo, nie dodała: „Tylko dobrze ją zamknij, pamiętaj”. A przecież dorośli zawsze mówią coś w tym rodzaju. Nie wiadomo dlaczego. Przecież klucze służą do zamykania, każde dziecko to wie. A prawie jedenastolatek to już na pewno.
Rower został odstawiony w pięć minut i cała trójka ruszyła w dół ulicy Niebieskiej.
— Ciociu, a gdzie chodzicie na spacery? Tak najczęściej? — zapytał Filip i spojrzał na Bodka.
Pies co prawda był na smyczy — zgodnie z przepisami — ale i tak szedł równo przy nodze, jakby mówił: „Proszę bardzo, zakładajcie mi smycz i obrożę, skoro wam to do czegoś potrzebne, bo mnie nie”.
— Różnie. Głównie tutaj, po uliczkach, skwerkach. Czasem idziemy do parku. A jak mam więcej czasu, chodzimy sobie na łąkę. Wiesz, gdzie to jest?
Nie, Filip nie wiedział. Nigdy tam nie był.
— Wystarczy pójść tą ulicą do końca, potem skręcić w prawo obok sklepu spożywczego. Stamtąd widać kościół, a zaraz za kościołem jest łąka.
— Tak blisko?
— Tak blisko.
Filip zaniemówił. Jak to się stało, że nigdy tam nie dotarł? Wystarczyło pojechać na rowerze tylko trochę dalej.
Adrian na pewno o tej łące nie wie. Ani Paweł. A tata? Czy tata wie? Nie, oczywiście, że nie, przecież by Filipowi powiedział. To on opowie o tym tacie pierwszy! I wybiorą się tam na rowerach tylko we dwóch.
Bo mama nie lubiła jeździć na rowerze. Nawet nie chciała sobie żadnego kupić.
„A niby kiedy ja mam jeździć? W niedzielę, jak wreszcie można trochę odpocząć? Wolę sobie posiedzieć na kanapie niż zasuwać bez sensu w tę i z powrotem”. Tak powiedziała.
— Wiesz, Bodek dawno się porządnie nie wybiegał — odezwała się ciocia. — Jeśli masz czas, to może pójdziemy tam dzisiaj?
— Jasne! — zawołał Filip. — Chodźmy. W domu muszę być dopiero o dziewiątej. Teraz jest długo widno.
— No to idziemy. Bodek, cieszysz się? — zapytała ciocia swojego wszystko rozumiejącego psa.
Bodek oczywiście się cieszył. Bardzo.
Szli bez pośpiechu. Ciocia opowiadała trochę o Magdzie: że jest zadowolona, bo dostała dobrą pracę. Została asystentką w holenderskiej firmie w Londynie, między innymi dzięki temu, że dobrze znała nie tylko angielski, ale i holenderski. Pomogło jej także to, że skończyła studia. Teraz pracowała po dziesięć, dwanaście godzin dziennie, ale była zadowolona. A nawet szczęśliwa.
— Myślałem, że jak się pracuje tyle, co moi rodzice, to nie można być zadowolonym. Ani szczęśliwym.
— Twoi rodzice na pewno są zmęczeni. Wiesz, Magda jest jednak trochę młodsza od nich i nie ma rodziny na utrzymaniu. Ani własnej firmy. A taka firma to spory stres. I odpowiedzialność.
— A nie można być zmęczonym i szczęśliwym jednocześnie?
Ciocia przez chwilę milczała.
— Można. Oczywiście, że można — stwierdziła w końcu.
Mijali właśnie sklep spożywczy, gdy usłyszeli głośny pomruk silnika. Na cichą ulicę wtaczała się wielka ciężarówka. Wyglądała prawie jak tir.
— O, przeprowadzki — powiedziała ciocia.
— Kto? — zapytał Filip, bo nie dosłyszał.
— Przeprowadzki! — powtórzyła ciocia nieco głośniej.
— A kto to? Znasz go? — zainteresował się Filip.
— Kogo? — zdziwiła się ciocia.
— No, tego Przeprowackiego!
— Jakiego Przeprowackiego?
— No, tego — Filip wskazał na ciężarówkę.
I mniej więcej w tym samym momencie kierowca zgasił silnik. Zapadła błoga cisza.
— Jakiego Przeprowackiego? — powiedziała jeszcze raz ciocia i nagle zrozumiała. I zaczęła się tak śmiać, że o mało nie usiadła na chodniku. A kiedy przestała, powiedziała: — A jak ma na imię ten pan Przeprowacki?
Filip też wreszcie zrozumiał. I teraz on wybuchnął śmiechem.
Na budzie ciężarówki duży granatowy napis głosił: „PRZE-PROWADZKI”.
Filip pokiwał głową.
— Ten Przeprowacki może mieć na imię na przykład… na przykład… Mariusz — zdecydował. — Mam takiego wujka, który się nazywa Mariusz Przeracki. Bardzo podobnie, prawda?
— A może — podchwyciła ciocia — nie Mariusz, skoro podobny Mariusz już jest, tylko… powiedzmy… Sygnatariusz*? Albo… Proletariusz**? A może Scenariusz? Co ty na to? Scenariusz Przeprowacki.
I oboje głośno się zaśmiali.
— A Scenariusz Dobranocki? — rzucił Filip.
— Dobre! — zawołała ciocia. — Firma Scenariusza Dobranockiego poleca bezbolesne i całkowicie niezauważalne przeprowadzki. Znienacka. Przeprowadzka znienacka. Przeprowadzki znienacki.
— A Scenariusz Przeprowacki, który też chciałby przeprowadzać przeprowadzki, nie ma scenariusza przeprowadzki.
— Ani zarysu kosztorysu — dorzuciła ciocia Agnieszka.
Przerzucali się pomysłami, które wpadały im do głowy jeden po drugim, i zaśmiewali się do łez.
— A wiesz, kto to jest przekładaniec? — zapytała ciocia.
— No kto?
— Tłumacz.
— A lotnisko? — tym razem Filip zadał pytanie.
— Nie wiem.
— Latanie tuż nad ziemią.
— No jasne! A patrzy? — zrewanżowała się ciocia.
— Patrzy?
— Nie wiesz? Trzy razy „pa”. Pa, pa, pa!
— A czytanie? — zawołał szybko Filip.
— Wiem, wiem! Pytanie, czy coś jest niedrogie! Tak?
— Tak!
— A teraz — ciocia na chwilę zawiesiła znacząco głos — coś, co bardzo lubisz: trochę horroru. Co to jest odtwarzacz?
— Odtwarzacz?
— No, wsłuchaj się dobrze w to słowo… Od-twa-rzacz…
— Już chyba wiem! Kojarzy mi się to z jakąś przerażającą maszyną, która robi coś strasznego z twarzą. Masakra.
Przez chwilę szli w milczeniu, uśmiechnięci, szukając w myślach kolejnych niezwykłych skojarzeń.
— A co powiesz na „zbieraliście”? — ciocia znów podjęła ich grę.
Filip wzruszył ramionami.
— Słowo jak słowo.
— Nieee… No posłuchaj: zbieraliście. Co robiliście?
— Zbieraliście.
— A co robi?
— Co robi? A! Zbiera liście! Super! A co to znaczy — Filip wpadł na kolejny pomysł — że ktoś jest zaufany?
— To znaczy, że jest cały w ufach. Zaufany od stóp do głów.
— Pomalowany w ufy.
— Przysypany ufami.
— Oblepiony ufami.
— Kochający ufy.
— Ktoś, kto zmienił się w ogromnego ufa.
— Ufff…
— Gdzie?! Gdzie?! — wykrzyknął Filip i zaczął się rozglądać.
— Ogłaszam przerwę! — Ciocia Agnieszka, śmiejąc się, przystanęła. — Bo oto przed nami słynna, ale mało znana łąka.
Filip zaniemówił. Z wrażenia. To, co zobaczył, było po prostu piękne.
Nie mógł uwierzyć, że coś takiego znajdowało się tak blisko jego domu.
Ale właściwie dlaczego piękne rzeczy miałyby się znajdować tylko gdzieś bardzo daleko?

Książka wpisana na listę Białych Kruków – White Ravens 2015. Jest to lista najbardziej godnych uwagi książek dla dzieci z całego świata, przygotowywana corocznie przez specjalistów z Internationale Jugendbibliothek (Międzynarodowej Biblioteki Książek dla Dzieci i Młodzieży) w Monachium. 

Książka Roku PS IBBY 2014 w kategorii literackiej. 

(ur. 1968)

Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, redaktor, autorka (pod nazwiskiem Dorota Czupkiewicz) tekstów piosenek (m.in. dla Ewy Błaszczyk, Hanny Banaszak i Stanisławy Celińskiej) oraz autorka i współautorka tekstów do spektakli muzycznych dla dorosłych i dla dzieci. Wydana przez Dwie Siostry powieść Cześć, wilki! to jej pierwsza książka.
(ur. 1984)

Dyplom w Pracowni Ilustracji prof. Zygmunta Januszewskiego i Moniki Hanulak na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie. Aneks do dyplomu w Pracowni Litografii prof. Błażeja Ostoi Lniskiego. Zajmuje się ilustracją książkową i prasową, grafiką, rysunkiem, fotografią i wystawiennictwem. W wolnych chwilach chętnie czyta książki kucharskie, rozmyśla o jedzeniu i gimnastykuje wyobraźnię. Zilustrowała wydane przez Dwie Siostry książki: Kto to widział?, Wrony i wąż, Dzień Cukierka bez Papierka.
nakład wyczerpany
29,90 zł   18,00 zł
dodaj do koszyka
32,00 zł   28,80 zł
dodaj do koszyka
24,90 zł   22,40 zł
dodaj do koszyka
32,00 zł   28,80 zł
dodaj do koszyka
nakład wyczerpany