Dodano do koszyka

 

ZALOGUJ SIĘ





Nie masz jeszcze konta?

Aby robić u nas zakupy, musisz się zarejestrować i założyć konto klienta.


Załóż konto »

 

ISBN 978-83-608-5084-8
15 x 18,50 cm
oprawa twarda
132 str.
kategoria wiekowa 5+
nakład wyczerpany

Pan Popper i jego pingwiny

ilustracje: Zbigniew Lengren
tłumaczenie: Stefania Wortman

Seria: Mistrzowie Ilustracji

– Ani to sowa, ani gęś!

– Oczywiście, że nie – odrzekł pan Popper, dotykając w ukłonie świątecznego kapelusza. – To pingwin z Antarktyki.

– Jak, jak z anta... z antykwariatu?

– Nic podobnego – objaśnił pan Popper – z Antarktyki. Przysłano mi go z bieguna południowego.


Gdy do domu państwa Popperów nieoczekiwanie trafia pocieszny pingwin, życie całej rodziny zostaje przewrócone do góry nogami...


— Kto ma się nazywać Kapitan Cook? — spytała pani Popper, wchodząc tak cicho, że nikt nie zwrócił na to uwagi.
— No, przecież pingwin — odpowiedział pan Popper. — Mówiłem właśnie — ciągnął dalej spokojnie, gdy tymczasem zdumiona pani Popper usiadła gwałtownie na podłodze, żeby oprzytomnieć po tej niezwykłej nowinie — że będzie się nazywał Kapitan Cook na pamiątkę słynnego angielskiego podróżnika, który żył w tym czasie, kiedy walczono o niepodległość Ameryki. Podróżował po całym świecie, wszędzie, gdzie jeszcze nikogo przed nim nie było. Nie dotarł wprawdzie do samego bieguna południowego, ale zrobił masę ważnych odkryć naukowych w okolicach antarktycznych. Był bardzo dzielnym człowiekiem i najlepszym opiekunem wyprawy. Myślę więc, że Kapitan Cook to będzie imię w sam raz dla naszego pingwina.
— Coś podobnego! — powiedziała pani Popper.
— Gork — odezwał się pingwin, znowu nabierając energii.
Jednym uderzeniem skrzydeł przeniósł się z wanny na umywalnię i zatrzymał się tam przez chwilkę, obserwując podłogę. Następnie zeskoczył, pomaszerował w kierunku pani Popper i zaczął dziobać ją w nogę.
— Trzymaj go, tato! — wrzasnęła pani Popper i wycofała się czym prędzej do hallu, ścigana przez Kapitana Cooka; za nimi biegli pan Popper i dzieci. Pani Popper zatrzymała się w jadalni. To samo uczynił Kapitan Cook, ponieważ bardzo mu się ten pokój podobał.
Być może, że pingwin w jadalni jest niezwykłym zjawiskiem, ale jadalnia stanowi również niezwykłe zjawisko dla pingwina. Nawet pani Popper musiała się uśmiechnąć na widok Kapitana Cooka, który z błyskiem ciekawości w okrągłych, błyszczących oczach, w czarnym żakiecie spływającym majestatycznie na różowe łapki, kroczył przez pokój, dziobiąc po kolei wyściełane krzesła, żeby się przekonać, z czego są zrobione.
Wtem odwrócił się nagle i zdecydowanym krokiem pomaszerował do kuchni.
— Pewnie jest głodny — powiedziała Jenny.
W kuchni Kapitan Cook zainteresował się natychmiast lodówką.
— Gork? — dopytywał się, przechylając głowę w kierunku pani Popper i patrząc na nią błagalnie prawym okiem. Wiedział spryciarz, do kogo ma się zwrócić!
— Jest naprawdę sprytny — orzekła. — Chyba będę mu musiała przebaczyć, że dziobnął mnie w nogę. Prawdopodobnie zrobił to z ciekawości. Wygląda na porządnego, sympatycznego ptaka.
— Ork? — powtórzył pingwin, skubiąc wyciągniętym dziobem metalową rączkę lodówki.
Pan Popper otworzył mu drzwiczki, a Kapitan Cook wyprostował się, jak tylko mógł najwyżej, i przechylając lśniącą, czarną głowę do tyłu, usiłował zajrzeć do środka lodówki. Lodówka nie była tak obficie zaopatrzona jak zazwyczaj — pan Popper przecież nie pracował zimą — ale pingwin o tym nie wiedział.
— Jak myślicie, co by mu dać do jedzenia, co on właściwie lubi? — zapytała pani Popper.
— Trzeba się zastanowić — powiedział pan Popper, wyciągając zapasy na stół kuchenny. — No, Kapitanie, przyjrzyj się dobrze, na co byś miał ochotę?
Pingwin wskoczył na krzesło, a z krzesła na krawędź stołu, machając skrzydłami, żeby utrzymać równowagę. Potem przespacerował się uroczyście po stole, między półmiskami, obserwując wszystko z wielkim zainteresowaniem, nie dotykając jednak niczego. Wreszcie przystanął, wyprostował się, podniósł wysoko dziób i wydał głośny, prawie miauczący dźwięk.
— Oooork, oooork! — zaśpiewał.
— W ten sposób pingwin okazuje zadowolenie — objaśnił pan Popper, który czytał o tym w swoich ulubionych książkach o wyprawach podbiegunowych.
Prawdopodobnie Kapitan Cook chciał tylko wyrazić radość i podkreślić, że ceni wyżej ich dobroć i uprzejmość niż jedzenie. Bo, ku ogólnemu zdumieniu, zeskoczył ze stołu na podłogę i pomaszerował do jadalni.
— Już wiem — powiedział pan Popper. — Powinniśmy mu przygotować jakieś rybne przysmaki, na przykład puszkę krewetek czy coś podobnego. A może wcale nie jest głodny; czytałem, że pingwiny mogą przez cały miesiąc obywać się bez jedzenia.
— Mamo! Tato! — zawołał Bill. — Spójrzcie, co Kapitan Cook urządził!
Kapitan Cook urządził się zupełnie dobrze, mianowicie odkrył na parapecie okna w jadalni akwarium ze złotymi rybkami. Zanim pan Popper zdążył temu przeszkodzić, połknął ostatnią złotą rybkę.
— Niedobry, brzydki pingwin! — gniewała się pani Popper, patrząc na niego z wyrzutem.
Kapitan Cook przycupnął na dywanie i usiłował stać się jak najmniejszy.
— Wie, że źle zrobił — pan Popper stanął w obronie ptaka. —Czy nie jest sprytny?
— Może go będzie można wytresować — powiedziała pani Popper. — Zły, brzydki Kapitan! — mówiła podniesionym głosem. —Brzydko zjadać złote rybki! — I dała mu lekkiego klapsa w okrągły, czarny łepek.
Ale zanim zdążyła zrobić to po raz drugi, Kapitan Cook pośpiesznie wyniósł się do kuchni.
Tam usiłował się ukryć w otwartej jeszcze ciągle lodówce. Skulony pod zbiornikiem do lodu, ledwie mógł oddychać. Jego okrągłe oczy w białych obwódkach błyszczały tajemniczo w półmroku lodówki.
— Ma tu odpowiednią dla siebie temperaturę — powiedział pan Popper. — Trzeba będzie pozwolić mu spać tutaj.
— Ale gdzie będziemy trzymali zapasy? — spytała pani Popper.
— Trudno, kupimy inną lodówkę — uspokoił ją pan Popper.
— Patrzcie — szepnęła Jenny — zasnął...
Pan Popper nastawił regulator na „bardzo zimno”, żeby pingwinowi lepiej się spało. Zostawił też drzwiczki szeroko otwarte, aby Kapitan Cook miał przypływ świeżego powietrza.
— Jutro sprowadzę jakiegoś majstra, niech wyboruje kilka otworów i założy jednocześnie klamkę po wewnętrznej stronie drzwi, żeby Kapitan Cook mógł swobodnie wchodzić i wychodzić z lodówki.
— Wielki Boże, nigdy bym nie przypuszczała, że będziemy kiedykolwiek mieć w domu pingwina! — westchnęła pani Popper. —Ostatecznie, zachowuje się na ogół wcale nieźle i jest taki przy-milny i schludny, że mógłby świecić przykładem wam wszystkim.
A teraz, oznajmiam, musimy się nareszcie wziąć do roboty. Nic nie zrobiliśmy przez cały dzień, tylko gapiliśmy się na tego ptaka. Tato, pomożesz mi rozłożyć fasolę na stole, dobrze?
— Za chwilę — odpowiedział pan Popper. — Przyszło mi właśnie do głowy, że Kapitan Cook nie będzie się czuł dobrze na gołym dnie lodówki. Pingwiny robią gniazda ze żwiru i kamienia. Wyjmę więc tylko kilka bryłek lodu i podłożę mu. Będzie mu wygodniej.
Książka wyróżniona prestiżową amerykańską nagrodą Newberry Honor Book.

(1892–1948)

Amerykański autor książek dla dzieci, satyryk. Stan zdrowia nie pozwolił mu dokończyć Pana Poppera i jego pingwinów. Dzieło doprowadziła do końca żona pisarza, Florence Atwater.

(1919–2003)

Grafik, rysownik, karykaturzysta, satyryk, plakacista i scenograf. Autor ilustracji do niezliczonych książek, współpracownik wielu czasopism. Przez ponad pół wieku publikował w „Przekroju” niezapomnianą serię rysunkową o profesorze Filutku. Kawaler Orderu Uśmiechu. Zilustrował wydaną przez Dwie Siostry książkę Pan Popper i jego pingwiny.

nakład wyczerpany
39,50 zł   35,50 zł
dodaj do koszyka
28,00 zł   25,20 zł
dodaj do koszyka
28,00 zł   25,20 zł
dodaj do koszyka