Dodano do koszyka

 

ZALOGUJ SIĘ





Nie masz jeszcze konta?

Aby robić u nas zakupy, musisz się zarejestrować i założyć konto klienta.


Załóż konto »

 

ISBN 978-83-922807-6-7
cena detaliczna: 24 zł
15 x 18,50 cm
oprawa twarda
132 str.
kategoria wiekowa 8+
nakład wyczerpany

Tydzień Konstancji

tekst: Olga Masiuk
ilustracje: Ewa Stiasny

Poznajcie Konstancję – nieco roztrzepaną niewidomą dziewczynkę, która uwielbia słowa, dni tygodnia rozpoznaje po zapachu i marzy o tym, by ktoś wreszcie polał ją wodą w lany poniedziałek. Wesoła rodzinka z wujkiem Ryśkiem na czele i ciekawość świata Konstancji sprawiają, że każdy dzień przynosi jej zabawne i zaskakujące przygody...


Babcia Flora jest mamą tatula, nie mamuliny, ale tatul mieszka teraz w Gdańsku, a ja, mama, babcia Flora, wujek Rysiek i ciocia Zosia – w Warszawie. Babcia Flora jest porządną kobietą. Naprawdę, słyszałam, jak mówiła tak o niej ciocia Zosia, a ona jest nauczycielką, więc się na tym zna. Chociaż... ciocia uczy plastyki w podstawówce, dlatego tak do końca nie wiem, czy się zna na porządnych kobietach. Ale babcia Flora musi być porządną kobietą, bo zawsze mi daje cukierki i różne rzeczy. I mamuli daje na kino. Naprawdę. Mówi: „Masz tu parę groszy, przyda ci się”, a kiedy mama jej odpowiada, że się nie przyda, bo wszystko mamy, wtedy babcia Flora mówi: „To będziesz miała na kino”. I mama ma już chyba dużo tych pieniędzy, bo nigdy do kina nie chodzi. Czasem żałuję, że moje oczy są zepsute, bo ja mogłabym iść do kina za mamulinę. W kinie musi być nieziemsko.


Książkę zainspirowała dziewczynka spotkana w pociągu jadącym z Warszawy do Gdańska, która w mojej głowie, a potem w moim opowiadaniu stała się Konstancją. Nie wiem, jak miała na imię, bo nie odważyłam się o to zapytać. Tak naprawdę to w ogóle się nie odezwałam podczas tej podróży, którą odbywałyśmy wspólnie, a jednocześnie osobno. Dziewczynka była niedowidząca. Słuchałam jej opowieści i historyjek. Mówiła intrygującym i bogatym językiem, zupełnie jakby słowami wypełniała obrazy, których nie mogła zobaczyć w pełni. Zafascynowało mnie to. Tak się urodziła Konstancja. Bohaterka opowiadania pożyczyła sobie nawet od towarzyszki mojej podróży jedno powiedzonko. Nie powiem które. Zorientujecie się, jeśli przeczytacie „Tydzień Konstancji”.

Olga Masiuk

Wujek Rysiek mówi, że każdy dzień jakoś wygląda. A mama mówi, że wujek Rysiek to taki… ten, no… ona jakoś tak mówi… falo… felo… Nie. Jak to było? A, już wiem! Filozoś! Nie, to też nie tak, ale wiem, że to miało coś wspólnego z ciocią Zosią, która jest żoną wujka Ryśka. Ale chyba jednak nie filozoś… nie… Muszę zapytać mamę.
– Mamo!
– Słucham, Konstancjo.
– Mamo, jak ty nazywasz wujka Ryśka?
– Normalnie – Rysiek, Ryszard, przecież wiesz.
– Tak, wiem, ale mówisz, że on jest taki… filocośtam.
– Nie, ja przecież nie…
Czyżby mama nie pamiętała? Przecież często mówi, że wujek jest tym… filozosiem. Nie, znowu nie tak…
– Mamula, jak to było? To słowo?
– Filozof, Konstancjo, ale prosiłam cię tyle razy, żebyś nie powtarzała…
Właśnie! Filozof! Wujek Rysiek to taki filozof! Mamulina twierdzi, że filozof to człowiek, który mówi tak, że nikt go nie rozumie. Nie wiem, dlaczego tak twierdzi, bo ja zawsze rozumiem, co mówi wujek Rysiek. Chyba że mówi cicho albo po japońsku. Bo wujek umie mówić po japońsku! I właśnie on mi powiedział, że każdy dzień inaczej wygląda.
Ja nie wiem, co to znaczy, bo ja nie widzę. Mam zepsute oczy. Od zawsze. Taka się już urodziłam. Moje oczy są wyłączone. Wujek mówi, że wyłączone jak pstryczek od światła – „pstryczek-elektryczek”. Jak w wierszyku: „Jak tym pstryczkiem zrobisz pstryk, to się ciemno robi w mig”. Ci, którzy mają włączony pstryczek, wiedzą, że każdy dzień jakoś wygląda. Ja nie. Ale moim zdaniem każdy dzień inaczej pachnie i dlatego z łatwością je rozpoznaję. Na przykład…

Sobota
…na przykład sobota pachnie szarlotką i babcią Florą. Bo w soboty zostaję u babci. Ona mnie czesze i właśnie wtedy czuję te zapachy. Bywają różne, bo babcia pachnie tym, co robi na obiad. Najgorzej, jak obiera cebulę.
Babcia była fryzjerką i dlatego lubi mnie czesać. Mówi, że jestem jej ostatnią klientką. Ma jeszcze słoiczek z taką dziwną mazią, którą nakłada się na włosy. Raz mi ją nałożyła. Ale wtedy śmierdziało! Fuj! I włosy mi się lepiły. A mamulina, kiedy po mnie przyszła, krzyknęła: „O Boże!”, i jak tylko wróciłyśmy do domu, umyła mi włosy morelowym szamponem, i to od razu dwa razy. („Od razu dwa razy” – śmiesznie, co?). A babcia już mi nigdy więcej nie nałożyła tej maści. Ale czasem pokazuje mi słoik, to znaczy daje powąchać albo dotknąć. Lubię, kiedy babcia Flora mnie czesze, bo potem śmiesznie opowiada, jak wyglądam: „Dziś wyglądasz jak ta śliczna prezenterka z telewizji.”
I to musi być prawda, bo gdy w domu pytam mamę, tak, żeby się upewnić, ona mówi zupełnie to samo: „Jak?! Jak ta z Wiadomości. Włosy ci się nie ruszają nawet na wietrze”.

Babcia Flora jest mamą tatula, nie mamuliny, ale tatul mieszka teraz w Gdańsku, a ja, mama, babcia Flora, wujek Rysiek i ciocia Zosia – w Warszawie. Babcia Flora jest porządną kobietą. Naprawdę, słyszałam, jak mówiła tak o niej ciocia Zosia, a ona jest nauczycielką, więc się na tym zna. Chociaż… ciocia uczy plastyki w podstawówce, dlatego tak do końca nie wiem, czy się zna na porządnych kobietach. Ale babcia Flora musi być porządną kobietą, bo zawsze mi daje cukierki i różne rzeczy. I mamuli daje na kino. Naprawdę. Mówi: „Masz tu parę groszy, przyda ci się”, a kiedy mama jej odpowiada, że się nie przyda, bo wszystko mamy, wtedy babcia Flora mówi: „To będziesz miała na kino”. I mama ma już chyba dużo tych pieniędzy, bo nigdy do kina nie chodzi. Czasem żałuję, że moje oczy są zepsute, bo ja mogłabym iść do kina za mamulinę. W kinie musi być nieziemsko.

Kiedy byłam w sobotę u babci Flory, zadzwonił telefon:
– Ale co też pan opowiada, panie Jurku! – mówiła babcia, więc już wiedziałam, że tym telefonem dzwoni pan Jurek, który jest babci dawnym befsztykantem. Tak nazywa go wujek Rysiek, i chociaż to trudne słowo, zapamiętałam je, bo wydaje mi się bardzo smakowite. Ma w sobie dużo befsztyka i pasuje do pana Jurka, który chyba jest gruby. Tak myślę, bo kiedyś, u babci Flory, podniósł mnie wysoko, a ja machnęłam nogą i trafiłam w jakąś miękką piłkę. A babcia zaraz go zapytała, czy nie boli go brzuch i czy dobrze się czuje.
Więc zaczęli rozmawiać, a ja słuchałam. Zawsze słucham, bo wtedy wpada mi w uszy wiele nowych słów, a ja bardzo lubię słowa. I lubię, kiedy mamula mi czyta. Mam też sporo takich książek na płytach, do słuchania, więc znam już wiele ciekawych wyrazów. A wyraz „mamulina” wymyśliłam sama. Bo słowa przypominają plastelinę, można je sobie rozciągać i dopasowywać: mamulina-plastelina.
Babcia Flora mówiła przez telefon dziwne rzeczy:
– Tak, panie Jurku, rzeczywiście, mam w piwnicy stary rower, pan wie, taką damkę, no ale ja nie jeśdziłam tyle lat… Nie, nie, za stara jestem… A, bardzo pan uprzejmy… Naprawdę zgrabne?… Co też pan opowiada, przecież są siwe… raczej… A to, to farba… Blond, panie Jurku, to jest taki kolor, jaki ma Konstancja… Tak, wiosna, wiosna… Czy ja wiem, ja nie wyglądam jak te z niemieckich wycieczek rowerowych… A, bardzo pan uprzejmy… Dobrze, pomyślę… Dobrze… Ach, dziękuję, poduszkę na siodełko, pan o wszystkim myśli… Obiecuję… Do widzenia, panie Jurku.
Stuknęła słuchawka telefonu. Zaraz babcia Flora powie jak zwykle: „Ten pan Jurek zawsze ma jakiś filtr w głowie”.
– Dzwonił pan Jurek, jemu to jak zwykle jakiś flirt w głowie. W ogóle się nie zmienia. Jakby wciąż miał pięćdziesiąt sześć lat.
No właśnie. Zawsze tak mówi.
– Babciu, a dlaczego mówiłaś przez telefon, że masz jakąś damę w piwnicy? Miałaś na myśli panią Kwiatkowską z parteru?
– Dlaczego Kwiatkowską?
– Bo słyszałam, jak ciocia Zosia mówiła, że ta Kwiatkowska to taka zasuszona dama.
– Zasuszona?! – zawołała babcia. – O Boże! Co oni przy tobie wygadują! Prawdziwa przedwojenna dama. Autentyczna! A w piwnicy mam damkę, nie damę. Damka to taki stary rower. W ogóle kiedyś rowery były inne. Właśnie damki dla kobiet, a dla chłopców takie z ramami, to znaczy długimi prętami, na których panowie sadzali swoje ukochane i wozili je do miasta.
– I pan Jurek chce, żebyś go wzięła na to ramię? – zapytałam.
– Na ramę, Konstancjo. Rama, nie ramię. Nie, myślę, że pan Jurek nie chce, żebym go wzięła na ramię, znaczy ramę.
– Może pod ramię? Bo wujek Rysiek mówił, że…
– Dość, Konstancjo! – Babcia chyba się trochę zdenerwowała. – Wujek Rysiek ma niewyparzony język. Pan Jurek zaproponował mi wiosenną rowerową wycieczkę. Na naszym osiedlu jest ścieżka rowerowa i można bezpiecznie dojechać aż do tego parku, do którego jeśdzimy tramwajem na spacer.
– To musi być niezwykłe, takie jeżdżenie rowerem – powiedziałam w rozmarzeniu.
– Hm… chyba tak… – zamyśliła się babcia Flora. – Pamiętam – mówiła – to było bardzo przyjemne. Trzeba mocno pedałować i wtedy czuje się wiatr na policzkach.
– A ja też mogłabym pojechać twoją damką?
– Oj, kochanie…
– Proszę, babciu Floro, chciałabym poczuć ten wiatr na policzkach. Nie zepsuję tej damki.
– Wiesz co, poprosimy pana Jurka, to posadzi cię na siodełku i poprowadzi rower.
– Ale to będzie za wolno i nie będzie wiatru… – zmartwiłam się.
Wyróżnienie w VII edycji konkursu Świat Przyjazny Dziecku organizowanego przez Komitet Ochrony Praw Dziecka, w kategorii „Książki dla dzieci w wieku od 5 do 12 lat”.

Nominacja do Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego 2009.

Nominacja do nagrody Książka Roku IBBY 2009 w kategorii graficznej.

(ur. 1979)

Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Na co dzień uczy języka polskiego w jednym z warszawskich gimnazjów. Tydzień Konstancji, wydany przez Dwie Siostry, to jej pierwsza książka.

(ur. 1967)

Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, dyplomowana konserwatorka starych druków i grafiki. Graficzka, ilustratorka i wydawczyni, współzałożycielka Wydawnictwa Dwie Siostry. Zilustrowała m.in. wydane przez Dwie Siostry książki: Nie każdy umiał się przewrócić, Tydzień Konstancji, Ucieszki Cieszka, Nowe ucieszki Cieszka i Urodziny prawie wszystkichJest autorką koncepcji i opracowania graficznego książki Zwierzyniec. Okazy wybrane.