Dodano do koszyka

 

ZALOGUJ SIĘ





Nie masz jeszcze konta?

Aby robić u nas zakupy, musisz się zarejestrować i założyć konto klienta.


Załóż konto »

 

ISBN 978-83-8150-000-5
cena detaliczna: 34 zł
15 x 20 cm
oprawa miękka ze skrzydełkami
224 str.
kategoria wiekowa 15+
dodaj do koszyka
34 zł   30,60 zł

Bystrzak

tłumaczenie: Bożena Sęk
Pełna humoru powieść dla młodzieży o chłopakach, dziewczynach i pewnym niezwykłym starszym bracie.

Kleber ma 17 lat i właśnie przeniósł się do Paryża. Nie może się doczekać, aż znajdzie mieszkanie, pójdzie do nowej szkoły i zacznie umawiać się z dziewczynami. Jest tylko jeden kłopot. Kłopot, który nie rozstaje się z pluszowym królikiem, lubi szukać dzidzików ukrytych w tefelonie i umie bardzo szybko liczyć („jeden, dwa, trzy, cztery, be, dwanaście”). Ma ksywę Bystrzak, 22 lata i umysł trzyletniego dziecka. To starszy brat Klebera, którym ten obiecał się opiekować, by wyciągnąć go z zamkniętego zakładu dla upośledzonych umysłowo…

Bystrzak został dwukrotnie zekranizowany. Otrzymał też wiele nagród, w tym prestiżową Deutscher Jugendliteraturpreis przyznaną przez jury młodzieżowe

Niesamowicie wciągająca.

„The Guardian”

 

Zwodniczo zabawny hołd złożony inności i miłości.

„Süddeutsche Zeitung”

 

Żywy styl sprawia, że mamy wrażenie obcowania ze świetną literaturą rozrywkową. Ale szybko staje się jasne, że dostajemy tu krytykę społeczną na wysokim poziomie.

(z werdyktu jury Deutscher Jugendliteraturpreis)




Rozdział pierwszy, 
w którym Pan Kickicek rozwala telefon

Kléber zerknął z ukosa na brata. Bystrzak półgłosem naśladował dźwięk drzwi w wagonie metra: „Piii… klap”.
Na stacji wsiadł mężczyzna i zajął miejsce obok Klébera. Trzymał na smyczy owczarka niemieckiego. Bystrzak niespokojnie poruszył się na ławce.
—  Pan ma psa — powiedział.
Właściciel owczarka zmierzył wzrokiem pasażera, który się odezwał. Był to młody mężczyzna o szeroko otwartych jasnych oczach.
—  Pan ma psa — powtórzył Bystrzak coraz bardziej podniecony.
—  Tak, tak — potwierdził Kléber, usiłując przywołać go do porządku zmarszczeniem brwi.
  Mogę go pogłaskać? — zapytał Bystrzak, wyciągając rękę do psa.
—  Nie! — warknął Kléber.
Mężczyzna kolejno popatrzył na braci, jakby oceniał sytuację.
—  Ja mam królika — zwrócił się do niego jasnooki.
—  Nie odzywaj się do ludzi, których nie znasz — upomniał go Kléber. Po czym zdecydowanym tonem powiedział do człowieka z psem: — Przepraszam pana, on jest niedorozwinięty. 
—  Gu-pek — sprostował jasnooki, rozdzielając sylaby.
Mężczyzna się podniósł i bez słowa pociągnął psa za smycz. Wysiadł na następnej stacji.
—  Dupek — mruknął Kléber.
—  Ojej, jakie brzydkie słowo — skomentował jego brat.
Kléber westchnął melancholijnie i zerknął w okno. Ujrzał w nim odbicie swej sympatycznej gęby intelektualisty w cienkich okrągłych okularkach. Uspokojony rozparł się na ławce i popatrzył na zegarek. Bystrzak, który bacznie śledził każdy jego gest, podciągnął rękawy bluzy i krytycznym wzrokiem obejrzał swoje nadgarstki.
—  A ja nie mam zegarka.
—  Dobrze wiesz dlaczego. Cholera, to tu!
—  Ojej, jakie brzydkie słowo.
Kléber ruszył do wyjścia i gdy już miał wysiąść, obejrzał się. Bystrzak, który dopiero co szedł za nim, teraz stał w miejscu.
—  Szybciej! — krzyknął Kléber.
—  Chcą mnie przetnąć!
Kléber złapał go za rękaw i wyciągnął na peron. Automatyczne drzwi zamknęły się za nimi. Klap.
—  Nie przetnęły!
Kléber znów chwycił brata za rękaw i powlókł za sobą do schodów.
—  A czemu nie mam zegarka?
—  Miałeś i rozbiłeś, żeby sprawdzić, czy w środku jest ludzik, pamiętasz?
—  Taaak — przyznał Bystrzak z uśmiechem pełnym zachwytu.
—  Był ludzik w środku?
—  Nie! — wrzasnął Bystrzak z takim samym zadowoleniem.
Przed schodami ruchomymi zahamował tak gwałtownie, że dwie osoby wpadły na niego od tyłu. Zaprotestowały oburzone:
—  Proszę uważać!
Kléber znowu pociągnął brata za rękaw, żeby wszedł na schody. Bystrzak z przerażeniem zaczął oglądać sobie stopy, unosząc je na zmianę. Upewnił się w końcu, że nic się z nimi nie dzieje, i podniósł głowę.
—  Widziałeś? — powiedział, gdy wyjechali na górę. — Wcale się nie boję. A czemu w sierodku nie ma dzidzika?
—  Ludzika, nie: dzidzika — poprawił go Kléber, aby uciąć jego niekończące się „a czemu…?”.
Usłyszał, jak brat mamrocze:
—  To dzidzik, dzidzik.
Jego upór naprawdę zasługiwał na medal. Bystrzak przez pięć minut nucił pod nosem:
—  Dzidzik, dzidzik…
Kléber rozglądał się dokoła, nie bardzo wiedząc, którędy iść. W Paryżu byli dopiero od dwóch tygodni.
—  Daleko jeszcze?
—  Nie wiem.
Kléber był wkurzony. Nie poznawał okolicy. Bystrzak przystanął na środku chodnika i skrzyżował ręce na piersi.
—  Chcę do taty.
—  Tu go nie ma. Jest w Marne-la-Vallée, a my jesteśmy w…? W Pa…?
—  W paski! — dokończył Bystrzak.
I zaczął się śmiać, że wyszedł mu taki fajny dowcip. Kléber uśmiechnął się blado. Bystrzak miał rozum trzyletniego dziecka, trzyipółletniego w dobre dni.
—  Jesteśmy w Paryżu. Chodź, musimy się pospieszyć, bo zastanie nas noc.
—  A będą wilki?
—  Tak.
—  Wiesz, mogę je rozwalić swoim lewolwerem.
Kléber zdusił w sobie drwiący śmiech. Ruszyli dalej. Nagle Kléber rozpoznał pnącą się ulicę. To tu. Numer 45 przy ulicy Kardynała Lemoine’a. 
—  Nie — zaprotestował Bystrzak przed drzwiami.
—  Co znowu?
—  Nie chcę, tu jest stara pani.
—  Słuchaj, to nasza cioteczna babcia, siostra mamy naszej…
—  Jest brzydka.
—  Nie jest za ładna.
—  Śmierdzi.
Kléber wyciągnął rękę do klawiszy, by wprowadzić kod otwierający wejście, i zmarszczył brwi.
—  Zaraz, jak to było… cztery… sześć…
—  Cztery, sześć, be, dwanaście, tysiąc, sto — wyrecytował szybko Bystrzak.
—  Cicho. Cztery… sześć…
—  Dziewięć, dwanaście, be, cztery, siedem, dwanaście…
Kléber patrzył na klawisze kompletnie ogłupiały.
—  Ciskaj na guziki, ciskaj! Dziewięć, siedem, dwanaście…
Bystrzak zaczął wgniatać klawisze na chybił trafił. Drzwi zazgrzytały i otworzyły się.
—  Wygrałem!
W rzeczywistości z klatki wychodziła właśnie gruba pani. Bystrzak potrącił ją, przepychając się do środka.
—  Nie wolno tak szturchać ludzi! — krzyknął za nim Kléber. — Przeproś panią!
Bystrzak dwoma susami przesadził już pięć stopni. Odwrócił się i rzucił wesoło:
—  Przepraszam panią! Jesteś za gruba na te drzwi!
I ruszył dalej galopem. Kléber próbował go dogonić, wołając:
—  Na trzecie! Na trzecie!
Bystrzak wbiegł na szóste piętro kamienicy, zbiegł na drugie i wbiegł jedno wyżej. Znieruchomiał w końcu na podeście, z wywieszonym językiem, dysząc jak pies. Kléber na chwilkę oparł się o ścianę, tak bardzo się zmęczył. 
—  Ciskasz na guzik?
Bystrzak bał się dźwięku dzwonka. Zatkał sobie uszy, kiedy jego brat dzwonił.
—  No, ale ja już jadłam — oświadczyła staruszka, która otworzyła drzwi. — Starzy ludzie jedzą o wpół do siódmej. Może młodym obojętne, kiedy jedzą, ale ja swoją zupę o wpół…
—  Zig, zig, zig — zaczął przedrzeźniać ją Bystrzak, zaintrygowany zgrzytliwie brzmiącymi słowami, które wygłaszała.
—  A temu co jest? — zdziwiła się cioteczna babka braci, podnosząc rękę, jakby zamierzała uderzyć.
—  Daj mu spokój, ciociu, nie jest niegrzeczny — powiedział Kléber.
—  A ja ją rozwalę. Mam lewolwer! 
I z kieszeni spodni Bystrzak wyciągnął pistolet alarmowy. Staruszka krzyknęła:
—  Broń! On ma broń!
—  To atrapa — wtrącił się Kléber.
—  No — przyznał Bystrzak. — Ale taka, jakby rozwalała naprawdę. Uwaga, jak powiem „paf”, będziesz umarta. Uwaga… — Zgrabnie wycelował w cioteczną babkę, która rozwrzeszczała się ze strachu. — Paf!
Starsza pani uciekła do kuchni. Bystrzak popatrzył na brata wzrokiem, w którym było tyle samo zdziwienia co dumy.
—  Boi się. — I zawiedziony dodał: — Nie jest umarta. A ja mam nóż.
—  Rozwalisz ją kiedy indziej.
(ur. 1954)

Jedna z najpopularniejszych francuskich autorek książek dla młodych czytelników. Ogromna poczytność jej pisarstwa, zaangażowanie we współczesne sprawy społeczne i wyrazista osobowość zapewniły jej we Francji wyjątkową pozycję: Marie-Aude Murail jest tam prawdziwą instytucją. Wydała dotąd blisko 90 tytułów, które co roku sprzedają się w łącznym nakładzie około 200 tysięcy egzemplarzy. Jej twórczość jest niezwykle różnorodna – obejmuje utwory należące do niezliczonych gatunków i skierowane do odbiorców w różnym wieku. 
W swoich powieściach dla młodzieży z humorem i lekkością porusza problemy społeczne i kwestie uznawane dotąd we francuskiej literaturze młodzieżowej za tematy tabu – i to właśnie ta część dorobku przyniosła jej największe uznanie. Za swoją twórczość oraz jej znaczenie dla promowania kultury francuskiej otrzymała ordery Kawalera i Oficera Legii Honorowej. Jej książki przetłumaczono na 22 języki. Bystrzak to pierwsza jej książka wydana po polsku.

29,90 zł   26,90 zł
dodaj do koszyka
34,00 zł   30,60 zł
dodaj do koszyka
32,00 zł   28,80 zł
dodaj do koszyka
34,00 zł   30,60 zł
dodaj do koszyka