Dodano do koszyka

 

ZALOGUJ SIĘ





Nie masz jeszcze konta?

Aby robić u nas zakupy, musisz się zarejestrować i założyć konto klienta.


Załóż konto »

 

ISBN 978-83-608-5080-0
cena detaliczna: 29,40 zł
15 x 18,50 cm
oprawa twarda
164 str.
kategoria wiekowa 5+
dodaj do koszyka
29,40 zł   26,45 zł

Babcia na jabłoni

tekst: Mira Lobe
ilustracje: Mirosław Pokora
tłumaczenie: Maria Kurecka

Seria: Mistrzowie Ilustracji

Wszystkie dzieci na całej ulicy miały babcię. Niektóre nawet dwie. Tylko Andi nie miał babci – i bardzo się z tego powodu martwił.


Babcia to najlepszy sposób na smutki i kłopoty. A że mieszka na drzewie, poluje na tygrysy i ujeżdża dzikie konie...? Cóż, jest może trochę zwariowana, ale za to bardzo mądra i dowcipna.

Pełna wdzięku opowieść o chłopcu i bardzo nietypowej babci.


o książce: Jest piękna i mądra – jak każda babcia.

Beata Kęczkowska, „Gazeta Wyborcza”


o ilustracjach: Niedzisiejsze, ciepłe i nieprzesłodzone, zrozumiałe, lecz niedosłowne. Cudo!

Jarosław Mikołajewski, „Gazeta Wyborcza”


Wszystkie dzieci na całej ulicy miały babcię. Niektóre nawet dwie. Tylko Andi nie miał babci — i bardzo się z tego powodu martwił.
Czasami musiał myśleć o tym już od samego rana.
Na przykład dzisiaj.
W drodze do szkoły spotkał swego przyjaciela, Gerharda, który mieszkaŁ o kilka domów dalej.
— Przyjdziesz dziś po południu bawić się ze mną? — zapytał Andi. — Zbudujemy sobie namiot wysoko na jabłoni, chcesz?
— Dziś po południu nie mogę — powiedział Gerhard. — Bo idę z babcią na karuzelę.
Andi poczuł głęboko w sercu drobne ukłucie. Wyobraził sobie, jak to Gerhard siedzi na koniu i jeździ w kóŁko, a koń się kołysze, a muzyka przygrywa, a na dole stoi babcia Gerharda i macha do niego za każdym razem, kiedy Gerhard koło niej przejeżdża...
Drugi przyjaciel Andiego nazywał się Robert. Siedzieli razem w jednej ławce. Podczas przerwy Andi wymienił swój chleb z masłem na chleb ze smalcem, który przyniósł Robert.
— Przyjdziesz dziś po południu bawić się ze mną? Moglibyśmy wysoko, na jabłoni...
— Dziś po południu będziemy mieć gości — przerwał mu Robert. — Przyjechała moja babcia z Ameryki. I na pewno przywiozła mi cały kufer zabawek — i, wyobraś sobie, zamiast: „Serwus, Robert” mówi do mnie: „Hallo, Bobby”!
— Dlaczego? — zdziwił się Andi. — Dlaczego mówi „Hallo, Bobby”?
— Bo „Robert” to po amerykańsku „Bobby”. A „serwus” to „hallo”. I, wyobraś sobie: ona przyleciaŁa samolotem!
Znowu ukłucie w sercu.
A potem przerwa się skończyła i Robert obiecał opowiedzieć jutro dokładnie, jakie to zabawki znalazł w owym kufrze.
I tak się złożyło, że teraz, po południu, Andi sam siedział na jabłoni. Ładnie było tam wysoko, w tej jego zielonej kryjówce — ładnie i praktycznie. Jabłoń stała bowiem w małym ogródku pomiędzy ulicą i domem i Andi mógł widzieć z góry wszystko, co działo się na dole. Lecz odwrotnie, jego z ulicy nikt nie mógł dostrzec, nie mógł zobaczyć, że tam, wysoko, siedzi chłopiec; choć jeśli ktoś przypatrzyłby się dokładnie, odkryłby wśród gałęzi dwie zwisające, gołe nogi, a na ziemi, w trawie, parę zakurzonych sandałków.
Andi zabrał z sobą na drzewo koc przeznaczony na namiot, ale sam nie miał ochoty go budować. Pomyślał o Gerhardzie i jego babci od karuzeli, o Robercie i jego babci od „hallo–Bobby” — i nagle nie mógł już wytrzymać na swojej jabłoni. Zlazł i pobiegł dookoła domu. Jego mama siedziała na najwyższym stopniu schodów werandy, trzymała między kolanami jamnika Bella i szczotkowała go. Właściwie to starsza siostra Andiego, Krysia, przyrzekła szczotkować co dzień Bella. Ale zawsze o tym zapominała i dlatego musiała to robić mama. Tak samo jak starszy brat Andiego, Jurek, zapominał o czyszczeniu butów, a sam Andi nie pamiętał o karmieniu swego złocistego chomika. I gdyby mama nie pamiętała o wszystkim, chomik zdechłby już na pewno z głodu, buty nigdy nie doczekaŁyby się oczyszczenia, a Bello biegałby nastroszony jak ostrowłosy terrier — a nie jak piękny i jedwabiście połyskujący, długowłosy jamnik.
Andi usiadł koło mamy.
— Dlaczego my nie mamy żadnej babci? — zapytał.
— Wiesz przecież dlaczego, Andi! Jedna babcia umarła, kiedy wasz tatuś był jeszcze mały. Było to bardzo, bardzo dawno. A druga babcia umarła na krótko przed twoim przyjściem na świat.
— To też już bardzo, bardzo dawno! — powiedział Andi.
Mama dała jamnikowi Bello małego klapsa na znak, że skończyła go szczotkować. A potem wzięła Andiego na kolana.
— Czy to takie smutne, że nie masz babci?
Andi skinąŁ głową.
— Wszyscy mają. I Gerhard, i Robert — wszyscy.
Mama objęła go ramionami i kołysaŁa przez chwilę, jakby był jeszcze niemowlęciem.
— Ale ty masz przecież tatusia i mnie, i Jurka, i Krysię. Czy to nie wystarczy?
— I Bella — uzupełnił Andi.
Bello stał, machając ogonem, na najniższym stopniu, patrzył na nich i chciał, żeby i jego pokołysać.
— A babcia Gerharda — powiedział z wyrzutem Andi — chodzi z nim na karuzelę i na tę kolejkę, gdzie duchy straszą, i wszędzie, gdzie tylko on chce. A na Gwiazdkę zrobiła mu na drutach taką czapkę z pomponem.
— Andi! — Mama przestała go kołysać. — Masz przecież w szufladzie aż trzy czapki. Tak — czy nie?
Tak. To prawda. Czapek miał dość: jedną starą, niebieską, którą odziedziczył po Jurku, drugą starą, czerwoną, odziedziczoną po Krysi, i jeszcze jedną, białą, prawie nową, którą mu kupili rodzice na urodziny. Ale taka czapka kupiona w domu towarowym to przecież całkiem coś innego niż czapka zrobiona na drutach przez babcię.
— Jeśli chcesz — powiedziała mama — to zrobię ci zupełnie taką samą czapkę z pomponem, jaką ma Gerhard.
Ale Andi potrząsnął głową. Wcale nie chciał, żeby mama robiła mu na drutach czapkę. Miała przecież tyle roboty: wychodziła rano już o wpół do siódmej i do południa pracowała w wielkiej pralni. Musiała kłaść na wagę ciężkie paki z bielizną, a potem je zdejmować i to było bardzo męczące. A gdy wracała do domu, dopiero zaczynała się praca! Musiała wtedy gotować i sprzątać, i odkurzać, i prasować, i powtarzać lekcje z Jurkiem, i szczotkować Bella... Nie, naprawdę nie miała czasu na robienie czapek na drutach, zwłaszcza dla kogoś, kto miał już aż trzy czapki.
— A w następną sobotę po południu pójdziemy do wesołego miasteczka — powiedziała mama. — Tatuś, ty i ja. I wtedy pojeździmy sobie na karuzeli.
Andi nic nie odpowiedział. Wiedział, że jego rodzice nie bardzo lubili chodzić do wesołego miasteczka. Mamie kręciło się w głowie od karuzeli, a tatuś najbardziej lubił siedzieć w soboty w ogrodzie. I tą kolejką, w której straszyły duchy, też nie zachwycał się wcale; mówił, że później ma się tylko złe sny — i miał zresztą rację. Bo gdy Andi pojechał ostatnio z Jurkiem tą kolejką, bardzo źle spał potem w nocy i bał się we śnie prawie jeszcze bardziej niż na jawie. Ale mimo to koniecznie chciał pojechać jeszcze raz.
— Chodź! — powiedziała mama i wstała. — Pokażę ci twoją babcię.
Weszli przez werandę do saloniku. Na pianinie stała w ramkach, za szkłem, fotografia zupełnie małego jeszcze Andiego, który ze zdumieniem patrzył na świat i tulił do siebie pluszowego zająca.
Mama wyszukała w wielkim albumie jakieś zdjęcie, włożyła je do tej ramki i postawiła znowu na pianinie.
— O! Tu masz swoją babcię! — Podniosła go na taboret przy pianinie i podkręciła ku górze. Przypominało to prawie jazdę na karuzeli.
— Przypatrz się jej — prawda, że miła?
Gazeta Wyborcza, 27/02/2006
Jarosław Mikołajewski
Książka piękna pod każdym względem. Wzgląd pierwszy, sentymentalny: jest to wznowienie edycji z 1968 r., którą pamięta bardzo wiele ówczesnych dzieci, po którą (zaczytaną i ledwo żyjącą) chodzą teraz do bibliotek, żeby pokazać dzieciom, jakie piękne książki dawniej wydawano. Tak więc, dzięki wydawnictwu Dwie Siostry, ówczesne dzieci będą mogły swoim dzisiejszym dzieciom kupić tę książkę na własność. Wzgląd drugi: ilustracje (te same, co w wydaniu z '68). Niedzisiejsze, ciepłe i nieprzesłodzone, zrozumiałe, lecz niedosłowne. Cudo! Ich autorem jest Mirosław Pokora, artysta jakby dziś zapomniany, który jednak - co przypominam sobie dziś, patrząc na jego falujące kreski, paniusine dzióbki i pacholęce poliki - olśniewał i rozweselał przed laty wyobraźnię dzisiejszych 40-latków i najwyższy czas, by jego cudowne, rozbrykane rysunki jakoś hucznie przypomnieć. Trzecim względem jest sama opowieść - o Andim, który nie miał babci i bardzo zazdrościł wszystkim dzieciom z podwórka, które babcię (a nawet dwie) miały. O Andi
Ta książka bawi, wzrusza, przybliża tych, którzy czytają głośno, tym, którym jest ona czytana, przybliża babcie wnuczętom, a wnuczęta babciom.

Minirecenzja książki "Babcia na jabłoni" Miry Lobe
Występuje: Majka Lange, lat 4

Wyróżnienie w V edycji konkursu „Świat przyjazny dziecku”.

Nagroda specjalna „Hit MAMO, TO JA” 2007.


(1913–1995)

Nazywana austriacką Astrid Lindgren, napisała blisko sto książek dla dzieci i młodzieży. Jej twórczość pełna humoru i fantazji jest znana niemal na całym świecie. Jest autorką wydanej przez Dwie Siostry książki Babcia na jabłoni.

(1933–2006)

Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Plakacista, ilustrator książek. Tworzył rysunki satyryczne dla „Szpilek”, „Dookoła Świata”, „Kuriera Polskiego” oraz czasopism w Danii i Norwegii. Ilustrował m.in. książki Wandy Chotomskiej, Janiny Porazińskiej, Wiktora Woroszylskiego, Ewy Szelburg-Zarembiny. W Dwóch Siostrach ukazały się zilustrowane przez niego książki: Babcia na jabłoni, Odwiedziła mnie żyrafa, 30 lutego i Rozbójnicy z Kardamonu.

26,00 zł
chwilowo brak
26,00 zł   23,40 zł
dodaj do koszyka
22,00 zł
chwilowo brak
nakład wyczerpany
28,00 zł   25,20 zł
dodaj do koszyka
26,00 zł
chwilowo brak