Dodano do koszyka

 

ZALOGUJ SIĘ





Nie masz jeszcze konta?

Aby robić u nas zakupy, musisz się zarejestrować i założyć konto klienta.


Załóż konto »

 

ISBN 978-83-608-5021-3
cena detaliczna: 28 zł
15 x 18,50 cm
oprawa twarda
112 str.
kategoria wiekowa 5+
nakład wyczerpany

Czarodziejski młyn

ilustracje: Teresa Wilbik

Seria: Mistrzowie Ilustracji
I wówczas z młynem zaczynały się dziać dziwne rzeczy. Młynarz obchodził ściany młyna dookoła, zamykał mocno okna, a na drzwiach zawieszał wielką kłódkę... Czekał północy. Chmury zakrywały księżyc, nastawała zupełna ciemność. Młynarz nakładał futro z czarnych nietoperzy i puszczał młyn w ruch. Skrzydła poczynały się kręcić i kręcić, coraz prędzej i prędzej, aż wreszcie ściany, dach i w ogóle wszystko zdawało się w nim ruszać.

W Smętowie panuje nieprzezwyciężony smutek: na mieszkańców padł dziwny czar, który odebrał im radość i okrył serca troską. Nie uległo mu tylko dwoje dzieci: Filip i Dorotka. Oni nadal potrafią się śmiać. Gdy odkryją tajemnicę starego młyna, cały świat stanie przed nimi otworem. Wyruszą wtedy w niezwykłą podróż w poszukiwaniu lekarstwa na smutek. Czy uda im się uratować Smętowo?

Piękna, baśniowa opowieść z magicznymi ilustracjami Teresy Wilbik.



Seria Mistrzowie Ilustracji przywołuje najlepsze tradycje polskiej grafiki książkowej. Wydajemy w niej reedycje ponadczasowych hitów literatury dziecięcej zilustrowanych przez najwybitniejszych przedstawicieli polskiej szkoły ilustracji.



Za górami, za lasami, pomiędzy Lemonią a Różowym Morzem, dawno temu, gdy byliście jeszcze tacy malutcy niczym kruszynki chleba, żyło sobie spokojnym życiem małe miasteczko o ponurej jak czarna noc nazwie: Smętowo.
Nie wiemy, czy słyszeliście kiedyś o Smętowie. Jeśli nie, spytajcie o nie swoją babcię, która w młodości jeździła do Smętowa leczyć płaczem swoje chore serce.
Moi Kochani! Żeby zobaczyć, jak naprawdę Smętowo wyglądało, trzeba było wykupić w kasie biletowej duży bilet, podziurkować go, a potem długo, długo jechać pociągiem, wyglądając ciągle przez okno i zajadając zapa-sy przygotowane przez mamę. Wreszcie pociąg zaczynał wspinać się jak żółw pod górę, by dokładnie o godzinie dwunastej w południe zatrzymać się w Smętowie. Wszyscy mieszkańcy stali już zazwyczaj na peronie, przyjezdni wysiadali, pociąg ruszał i po chwili znikał z oczu za zakrętem. Smętowianie wyjmowali wówczas białe chu-steczki do nosa i powiewali nimi na do widzenia odjeżdżającym. Gdy pociąg znikł w oddali, na peronie robiło się jakoś tak smutno i pusto, że ludzie zaczynali przykładać chusteczki do oczu, a po chwili... wszyscy płakali. Nawet Dyżurny Ruchu szlochał i żeby nie zanieczyszczać peronu, ronił łzy do swojej służbowej, czerwonej czapki. Po paru minutach cały dworzec był zupełnie mokry od łez, które zapłakane sprzątaczki ścierały olbrzymimi ścierkami w fioletowe kraty. Potem wszyscy w wielkim smutku rozchodzili się do swoich domów.
Domy w Smętowie były albo koloru seledynowego, albo liliowego — zależnie od tego, czy ich numery były parzyste, czy też nie. Jeden tylko kościółek był inny: biały z zielonym dachem i niebieską dzwonnicą. Aha! I młyn, który stał trochę na uboczu za miastem. Młynarz sto lat temu pomalował go na czarno i z biegiem lat młyn stawał się coraz czarniejszy ze starości. Właściwie był już tak ciemny, że nie było go prawie wcale widać — chyba że w wyjątkowo jasny dzień, gdy świeciło słoneczko.
Jesteście pewnie przyzwyczajeni, że w każdym mieście pośrodku rozpościera się biały plac, dookoła którego biegną ulice. Ale nie. Smętowo było zupełnie inaczej zbudowane. Właśnie ulice znajdowały się tu w środku, a plac biegł dookoła; ale zbłądzić w tym mieście było niezmiernie trudno, bo ulic Smętowo miało tylko siedem. Na wszelki wypadek przypomnę Wam ich nazwy. A więc: ulica Łez, ulica Płaczących Kotów, ulica Łzawych Jaskółek, ulica Smutnych Krokodyli, ulica Deszczowa, ulica Garbatych Wierzb i ulica Dziurawych Butów. Plac nosił natomiast nazwę: Zagubionych Kluczy.
W mieście pysznił się jeszcze park Zwiędłych Kwiatów, dokąd w niedzielę ojcowie rodzin prowadzili swoje żony i dzieci na spacer. Przy ulicy Dziurawych Butów znajdowała się apteka, gdzie można było kupić krople przeciwpłaczowe, proszek odłzawiający oraz pastylki rozpraszające smutek. Ale apteka była przeważnie zamknięta, gdyż pani aptekarzowa ciągle płakała, a zapłakana wstydziła się sprzedawać. Powodem łez pani aptekarzowej była tragedia znana w całym mieście: jej jedyny kanarek nigdy jeszcze nie śpiewał! Od pięćdziesięciu lat siedział w klatce smutny i osowiały i nic na świecie nie mogło go rozweselić na tyle, aby zaśpiewał choćby najkrótszą melodię. Doprawdy było to smutne. Bardzo, bardzo ponure...
Mamo to ja, 11/2010
Katarzyna Kubisiowska
Majstersztyk fabularny, napięcie rośnie, wszystkie struktury baśniowe zachowane, na końcu dobro zwycięża zło. Historia, która zapada w pamięci na całe życie.
Tygodnik Powszechny, 34/2010
Joanna Olech
Ta piękna baśń miała dużo szczęścia – ilustracje do niej powierzono młodej, początkującej podówczas graficzce Teresie Wilbik, studentce Szancera, która pomnożyła zalety tekstu, dodała mu głębi i atmosfery. Książka przez lata zajmowała poczesne miejsce w kolekcjach entuzjastów ilustracji jako koronny przykład świetnej graficznej roboty. I oto, niemal pół wieku później, oficyna Dwie Siostry przypomniała tę książkę w znakomitej serii Mistrzowie Ilustracji. (...) Groza i „czarodziejskość” młyna ujęta została przez ilustratorkę w metaforyczny, bajkowy kształt - zamiast dosłownej, drewnianej konstrukcji mamy tu wiatrak-widmo, ulepiony jakby z ludzkich losów. Młyn namalowany przez artystkę to myślący organizm na służbie u czarnoksiężnika, który bierze w posiadanie dusze i wysysa z nich radość. Ta niejednoznaczność, wizualna przenośnia, stwarza przestrzeń dla wyobraźni dziecka – niepostrzeżenie pojawia się MAGIA.
Książka została wybrana przez użytkowników serwisu Allegro w konkursie „Ulubiona książka z dzieciństwa” zorganizowanym na stronach Allegro.pl.

Jerzy Afanasjew (1932–1991) – pisarz, poeta i reżyser. Współtwórca teatru studenckiego „Bim-Bom” oraz – razem z żoną Aliną – teatru „Cyrk Rodziny Afanasjeff”. Autor wielu książek dla dzieci i dorosłych, twórca spektakli teatralnych i filmów fabularnych.


Alina Afanasjew (ur. 1930) – artystka, scenograf teatralny i telewizyjny, autorka bajek i scenariuszy.

Są autorami wydanej przez Dwie Siostry książki Czarodziejski młyn.

(ur. 1938)

Ukończyła Wydział Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w pracowni prof. Jana Marcina Szancera. Autorka znakomitych ilustracji i opracowań graficznych książek i czasopism dla dzieci. Zdobyła wiele wyróżnień krajowych i zagranicznych, w tym Medal Polskiej Sekcji IBBY za całokształt twórczości dla dzieci i młodzieży. Zilustrowała wydane przez Dwie Siostry książki: Czarodziejski młyn i Joachim Lis.
28,00 zł   25,00 zł
chwilowo brak
34,90 zł   31,40 zł
dodaj do koszyka
nakład wyczerpany
35,00 zł   31,50 zł
dodaj do koszyka