Dodano do koszyka

 

ZALOGUJ SIĘ





Nie masz jeszcze konta?

Aby robić u nas zakupy, musisz się zarejestrować i założyć konto klienta.


Załóż konto »

 

ISBN 978-83-8150-015-9
cena detaliczna: 49,90 zł
15 x 20 cm
oprawa twarda
576 str.
kategoria wiekowa 10+
dodaj do koszyka
49,90 zł   44,90 zł

Tajemnice Dzikiego Boru

tekst: Tonke Dragt
tłumaczenie: Jadwiga Jędryas
Kontynuacja „Listu do króla” – trzymającej w napięciu klasycznej powieści rycerskiej dla młodych czytelników.

Wiosną rycerz Rystridyn miał wrócić z Dzikiego Boru. Nie wrócił. Podobno widziano go w zamku Islan, podobno wyruszył do Kraju Delty. Podobno wszyscy jego towarzysze zginęli…

 

Tiuri postanawia zbadać, co się stało. Ze swoim przyjacielem Piakiem zapuszcza się w mroczne ostępy, w których czają się zbójcy i tajemniczy Ludzie w Zieleni. Kręte ścieżki prowadzą na manowce, w gęstwinie kryją się zaginione miasta, w powietrzu krążą dawne klątwy. Niektórzy mówią nawet, że bór jest nawiedzony.

 

Chłopcy trafiają na trop niebezpieczeństwa, które może zagrozić całemu królestwu. Czy zdołają je powstrzymać? Każdy fałszywy ruch może ich kosztować życie…

 

Polecamy także List do króla – powieść, która została uznana za najlepszą holenderską książkę młodzieżową drugiej połowy XX wieku i stała się światowym bestsellerem.



 




Do środka wszedł bardzo szczupły, wyjątkowo brudny i obdarty młodzieniec. Jego ogniście rude włosy sterczały na wszystkie strony niczym kolce. Podszedł do stołu zamaszystym chwiejnym krokiem i usiadł naprzeciw Piaka.

— Ja — odpowiedział chłopiec. — Słyszałem, że znacie zajmującą historię.

— Historię, historię! Żadną historię! Opowiadam prawdę, najczystszą prawdę, tak czystą i palącą jak… jak…

— Jak winiak! — podpowiedział karczmarz.

— Właśnie! Jak winiak. Nalej no mi szklaneczkę! Ci świetni panowie stawiają, czyż nie?

— Hm… — mruknął Bendu. — Jeśli dobrze opowiesz.

— Ja tylko wtedy dobrze opowiadam, kiedy się napiję, szlachetny panie — uprzejmie wyjaśnił Ryży Quibo.

Bendu skinął dłonią na karczmarza.

— No dobrze — zgodził się. — Kolejka dla wszystkich na mój rachunek.

Gospodarz obszedł stół z karafką i goście wesoło unieśli szklanki, by wypić zdrowie rycerza.

Rudzielec skorzystał z okazji i nalał sobie dodatkową porcję, po czym szybko ją wychylił.

— Wiedzcie jednak, że z każdą opróżnioną szklaneczką z opowieści Quiba ubywa prawdy — odezwał się karczmarz, gdy gwar trochę ucichł.

— To kłamstwo! — oburzył się rudzielec. Rozejrzał się wokoło i przytknął palec do piersi pierwszej osoby, która rzuciła mu się w oczy. Trafiło na Tiuriego. — Rycerzu, jestem człowiekiem niedocenianym i nierozumianym. Czujecie to, panie?

— Czuję. — Chłopak starał się zachować powagę.

— Wiem, że opowiadam lepiej, gdy trochę się napiję. Wciąż mam nadzieję, że ktoś wreszcie uwierzy moim słowom. Ale czy tak się dzieje? Nie! Wychylam więc kolejną szklaneczkę, żeby opowiadać bardziej przekonująco. Czy wtedy mi wierzą? Wciąż nie. A potem… — Zamilkł, chwycił najbliższą szklankę (tę, która stała przed Tiurim) i ją opróżnił. — Boją się — powiedział prawie szeptem. — Są przerażeni… Tak! Przerażeni prawdą! — krzyknął niespodziewanie do Piaka, z taką mocą, że ten rzeczywiście aż się wzdrygnął ze strachu. — Bo nie jest im miła myśl, że zaledwie parę mil stąd zaczyna się Dziki Bór — podjął Quibo nieco ciszej — gdzie drogi zarasta nieujarzmiona roślinność, gdzie snują się nieuchwytne stworzenia, gdzie nocą budzi cię jęk wiatru w splątanych gałęziach…

Popatrzył po zebranych. Jego jasne oczy dziwnie lśniły w migotliwym świetle lampy oliwnej wiszącej nad stołem. Zaczął wyłamywać brudne, żylaste palce, po czym niemal monotonnym głosem podjął:

— Zawędrowałem do boru dawno temu, jeszcze jako dziecko, choć rodzice zabraniali mi tam chodzić. Ośmieliłem się do niego wejść, bo nigdy nie ściąłem tam drzewa, nie zerwałem kwiatka, nie złamałem gałązki. Szedłem ścieżkami, dopóki się nie urwały, widziałem zwierzęta schodzące do wodopojów, wędrowałem wzdłuż Leśnego Strumienia, zapuszczałem się coraz głębiej i głębiej… — Przerwał, by poprosić karczmarza o dolewkę. Rozhuśtał winiak w szklance, upił łyczek i ciągnął: — Nie opowiem wam o wszystkim, bo jeszcze byście uwierzyli, a później nie moglibyście zmrużyć oka w nocy, ani dziś, ani jutro. Nie opowiem wam o szmerach w trawie ani o paskudnych dźwiękach dochodzących nie wiadomo skąd. Ani o sękatych konarach, na których żerują chrząszcze, ani o podstępnych krokach, ani

o wężach, ani o skradających się stopach… Ale Leśny Strumień zaprowadził mnie na Zgubne Wzgórza.

Wypił, otarł usta i kiwnął głową.

— Na Zgubne Wzgórza — powtórzył. — Bo też są one zgubne! Kręcisz się po nich w kółko i w kółko, wydaje ci się, że znalazłeś drogę, ale kiedy na nią wchodzisz, znika, a gdy wydaje ci się, że wracasz, w rzeczywistości idziesz wciąż dalej przed siebie. A kiedy idziesz przed siebie, gubisz się coraz bardziej, coraz głębiej zapuszczasz się w Dziki Bór. W przecinających Zgubne Wzgórza parowach pod grubymi na wiele stóp zwałami listowia leżą dziesiątki szkieletów… Na ciemnym mchu bieleją kości tych, co zgubili drogę i już jej nie odnaleźli. Tam właśnie zawędrowałem. Nie chciałem tam iść, ale poszedłem, i od tej pory nie jestem tym samym człowiekiem, którym byłem dawniej. — Zwrócił się do karczmarza: — Ile czasu mnie nie było?

— Przeszło miesiąc. Wrócił dwa razy chudszy, niż jest teraz, i bełkotał jak pijany — wyjaśnił karczmarz. — Ale to akurat robi zawsze.

— Milcz! — Ryży Quibo nagle się zdenerwował. — Będę się upijał, kiedy przyjdzie mi na to ochota. Wtedy nie byłem pijany i tylko tyle mam na ten temat do powiedzenia.

— Ejże — wtrącił Piak — opowiadajcie dalej. Co wam się przydarzyło na Zgubnych Wzgórzach? Co to w ogóle za nazwa! Dostaję od niej gęsiej skórki.

— Nic mi się nie przydarzyło — rzekł Ryży Quibo. — Kręciłem się w kółko, aż wreszcie udało mi się wyjść. Wtedy jednak okazało się, że wyszedłem po niewłaściwej stronie, bardzo głęboko w borze, gdzieś na zachodzie. Nie było tam nic. Żadnych śladów ludzkiej obecności. Szedłem… nie, człapałem przed siebie, zwierzęta uciekały przede mną, byłem całkiem sam… aż nagle usłyszałem głośne krzyki. Tak, krzyki! Rozumiesz, co to znaczy? Trafiasz do puszczy jako pierwszy człowiek od wieków i nagle zza drzewa tuż obok ciebie rozlegają się wiwaty i wesołe okrzyki. Prawie umarłem ze strachu, serce waliło mi jak oszalałe. Kiedy wiwaty ucichły, usłyszałem tętent kopyt, czyjś śmiech, jakiś brzęk, wołanie. Otrząsnąwszy się nieco, podkradłem się w tamtą stronę i wyjrzałem zza krzaków. Ujrzałem polanę, na której odbywał się turniej. Zobaczyłem rycerzy w pełnym rynsztunku, na narowistych koniach, w hełmach przystrojonych czerwonymi piórami. Przed oczami błyskało mi światło odbijające się od ich włóczni i mieczy. Widzowie zagrzewali ich do walki okrzykami. Było ich dużo, stali po bokach, siedzieli na drzewach, ubrani na czerwono, zielono i czarno. Pojąłem, że to, co widzę, nie jest przeznaczone dla moich oczu. To w ogóle nie byli ludzie! Prędzej duchy ludzi, którzy dawno temu zamieszkiwali miejsca teraz porośnięte drzewami. Słyszałem, że tu i ówdzie zachowały się jeszcze ruiny ich miast. Wiedziałem, że jeśli mnie zobaczą, porażą mnie ślepotą. Wycofałem się chyłkiem i uciekłem. Po długim czasie za sprawą niebios albo mojej szczęśliwej gwiazdy odnalazłem drogę przez Zgubne Wzgórza… drogę powrotną do zamieszkanego świata. Ale nie była ona łatwa, o nie!

Quibo umilkł i ponownie napełnił swoją szklankę.

— Od tego miejsca biegło wiele ścieżek — podjął ciszej. — Nie opowiem wam jednak, co tam znalazłem ani jak błąkałem się i wałęsałem przez wiele długich dni. Musiałbym gadać do rana, a na to jestem zbyt zmęczony. Ale w samym środku Zgubnych Wzgórz trafiłem na mroczną, płytką kotlinę z ciemną sadzawką. Rosną tam trujące grzyby, sine i chorobliwie białe. To, co jest zielone, obumiera; to, co tam zakwita, więdnie… — Quibo wyprostował się, po czym podjął takim tonem, jakby recytował wiersz. — Znajduje się tam podwyższenie, wzgórze, konstrukcja w kształcie wydmy, pokryta roślinami i darniną… zieje w niej otwór podobny do ponurego oka… i z tego otworu unosi się dym…

Holenderska autorka książek dla dzieci i młodzieży. Urodziła się w 1930 roku w Holenderskich Indiach Wschodnich. Podczas II wojny światowej spędziła trzy lata w japońskim obozie jenieckim. To tam zaczęła pisać. Po wojnie zamieszkała z rodziną w Holandii. Zadebiutowała w 1961 roku. Jej druga książka, wydany w 1962 roku List do króla, stała się światowym bestsellerem i sprzedała się w łącznym nakładzie ponad miliona egzemplarzy. Na jej podstawie powstał  także film. Tonke Dragt ma w swoim dorobku bajki, powieści fantasy, przygodowe i futurystyczne, a także śmiałe literackie eksperymenty. Część swoich książek zilustrowała sama. W 1976 roku została nagrodzona holenderską nagrodą państwową w dziedzinie literatury dziecięcej i młodzieżowej za całokształt twórczości.
44,90 zł   40,00 zł
dodaj do koszyka
34,90 zł   31,40 zł
dodaj do koszyka
34,90 zł   31,40 zł
dodaj do koszyka
34,90 zł   31,40 zł
dodaj do koszyka
44,90 zł   40,00 zł
dodaj do koszyka